Policja ma prawo ukarać kierowcę także za niedostatecznie odśnieżone lub oszronione szyby. Za jazdę "na czołgistę" z kieszeni kierowcy może uciec kolejne 3 tysiące złotych. Należy pamiętać, że za pozostawiony silnik, tak "aby się nagrzał" również grozi mandat. Nie jest on wysoki, bo wynosi 50 złotych, ale dokładając do Zrób sobie przerwę i przeczytaj jeden z naszych artykułów. Jakie czynniki mogą ograniczać pole widzenia kierowcy samochodu ciężarowego? Odpowiedzi: A.Właściwy sposób ustawienia kolumny B.Świecące diody z imieniem kierowcy C.Reklamy umieszczone na bokach pojazdu.. Pkt.2 Sprawdź odpowiedź! Jakie czynniki mogą ograniczać pole widzenia kierowcy autobusu? Odpowiedzi: A.Właściwy sposób ustawienia kolumny B.Świecące diody z imieniem kierowcy C.Reklamy umieszczone na bokach autobusu.. Pkt.2 Sprawdź odpowiedź! Pokazuje to jeden z filmów z wideorejestratora zamieszczony na kanale "Stop Cham" na YouTube. Często mówi się o tym, że samochody mają słabą widoczność, która powoduje także zwiększone tzw. martwe pole. Chodzi o to, że kierowca znajdujący się w pojeździe nie jest w stanie zobaczyć wszystkiego dookoła, a grube słupki i małe Brudna szyba nie tylko może ograniczyć pole widzenia kierowcy, może też poważnie utrudnić jazdę nocną, kiedy światło latarni, pojazdów z naprzeciwka będzie rozpraszane na cząsteczkach brudu zalegających na szybie. WYPADKI Z WIDZENIA KIEROWCY: najświeższe informacje, zdjęcia, video o WYPADKI Z WIDZENIA KIEROWCY; Tragiczny wypadek w Katowicach. Kobieta zginęła na pasach. . Dodano: 2022-01-24 06:30, aktualizacja: 2022-01-24 06:29 Okres zimowy to czas, kiedy na ulicach codziennie moĹĽna spotkać samochody, ktĂłre jadÄ… caĹ‚e pokryte Ĺ›niegiem lub z oszronionymi szybami. KierujÄ…cy takimi pojazdami z peĹ‚nÄ… Ĺ›wiadomoĹ›ciÄ… decydujÄ… siÄ™ na jazdÄ™ pozbawiajÄ…c siÄ™ zupeĹ‚nie widocznoĹ›ci i kontroli nad tym co dzieje siÄ™ na drodze. Czasem jest to zwykĹ‚a lekkomyĹ›lność, a czasem trudno to nazwać nawet brakiem wyobraĹşni. Takie praktyki prowadzić mogÄ… niestety do powaĹĽnych w skutkach zdarzeĹ„ drogowych. ZimÄ… czÄ™sto na drogach moĹĽna spotkać samochody, ktĂłrych wyglÄ…d u innych uczestnikĂłw ruchu rogowego moĹĽe wzbudzać powaĹĽne obawy. Problemem nie jest ich stan techniczny, lecz zalegajÄ…cy na nadwoziu i szybach Ĺ›nieg oraz lĂłd. Zdarza siÄ™, ĹĽe zaszronione sÄ… wszystkie szyby, a przednia jest odĹ›nieĹĽona tylko w części, dziÄ™ki ktĂłrej kierujÄ…cy cokolwiek widzi przed sobÄ…. Cokolwiek, bo jego pole widzenia jest praktycznie zerowe. Taka sytuacja plus zĹ‚e warunki atmosferyczne moĹĽe mieć tragiczne skutki Kierowca takiego pojazdu nie ma moĹĽliwoĹ›ci zobaczyć pieszego, nawet w peĹ‚nym Ĺ›wietle, nie widzi teĹĽ dobrze innych pojazdĂłw. Porusza siÄ™ na wyczucie zagraĹĽajÄ…c wszystkim uczestnikom ruchu drogowego. CzÄ™sto teĹĽ podczas jazdy z takiego samochodu odpadajÄ… kawaĹ‚ki lodu czy Ĺ›niegu upadajÄ…c potem na jadÄ…ce za nim pojazdy powodujÄ…c uszkodzenia szyb lub zmuszajÄ…c kierujÄ…cych do gwaĹ‚townego hamowania. SpadajÄ…cy lĂłd z pojazdĂłw to teĹĽ czÄ™sty problem pojawiajÄ…cy siÄ™ poza miastem ZdarzajÄ… siÄ™ przypadki, gdzie z jadÄ…cego „tira", z naczepy spadajÄ… duĹĽe kawaĹ‚ki lodu. Przy wiÄ™kszych prÄ™dkoĹ›ciach mogÄ… być one Ĺ›miertelnym zagroĹĽeniem. W kaĹĽdej z powyĹĽszych sytuacji, kierujÄ…cy Ĺ›wiadomie naraĹĽa na niebezpieczeĹ„stwo wszystkich innych uczestnikĂłw ruchu drogowego, chociaĹĽ przepisy jasno okreĹ›lajÄ… obowiÄ…zki kierujÄ…cego. Policjanci przypominajÄ…, ĹĽe zgodnie z prawem o ruchu drogowym, pojazd uczestniczÄ…cy w ruchu ma być tak wyposaĹĽony i utrzymany, aby korzystanie z niego nie zagraĹĽaĹ‚o bezpieczeĹ„stwu osĂłb nim jadÄ…cych lub innych uczestnikĂłw ruchu. Nie moĹĽe naruszać teĹĽ porzÄ…dku ruchu na drodze i naraĹĽać kogokolwiek na szkodÄ™. UĹĽywanie pojazdu w ruchu ma rĂłwnieĹĽ zapewniać dostateczne pole widzenia kierowcy oraz Ĺ‚atwe, wygodne i pewne posĹ‚ugiwanie siÄ™ urzÄ…dzeniami do kierowania, hamowania, sygnalizacji. Jakie sÄ… konsekwencje groĹĽÄ… kierowcy, ktĂłry nie stosuje siÄ™ do powyĹĽszych przepisĂłw? Z całą pewnoĹ›ciÄ…, jeĹ›li patrol policji zauwaĹĽy taki pojazd zagraĹĽajÄ…cy innym uczestnikom ruchu, to zostanie on zatrzymany. KierujÄ…cy musi siÄ™ w tej sytuacji liczyć z mandatem w wysokoĹ›ci od 20 do 500 zĹ‚otych. PamiÄ™tajmy, wiÄ™c, aby przed wyjazdem swoim samochodem zadbać o bezpieczeĹ„stwo wĹ‚asne i innych uczestnikĂłw ruchu. Czasem wystarczy poĹ›wiÄ™cić tylko kilka minut by wĹ‚aĹ›ciwie przygotować auto do podróży i zapewnić sobie tym samym komfort oraz bezpieczeĹ„stwo jazdy, a nawet uniknąć tragedii na Oszronione szyby i samochĂłd pokryty Ĺ›niegiem “ czym grozi taka jazda KGP policja Katowice Niestety, osoby zajmujące się zawodowo transportowaniem wszelkiego rodzaju towarów, nie zawsze zachowują się racjonalnie. Kierowcy TIR-ów irytują innych uczestników ruchu, co nie jest tajemnicą. To oczywiście nie oznacza, że każdy z nich postępuje źle, ale na polskich drogach można zaobserwować niepokojącą tendencję, która ma wpływ na całe otoczenie. Odbijając piłeczkę można stwierdzić, że zwykli użytkownicy aut osobowych też decydują się na niepotrzebne i niepożądane manewry. To wszystko prawda, ale trudno porównywać przeciętnego kierowcę do zawodowca, który powinien mieć znacznie większe umiejętności i doświadczenie. Niestety, rzeczywistość pokazuje, że nie zawsze tak jest. Poniższe nagranie ujawnia jeden z najczęściej irytujących manewrów, którego dopuszczają się zawodowcy. To wyprzedzanie TIR-em innego wielotonowego zestawu poruszającego się ze zbliżoną prędkością. Jaki to ma sens? Czy chodzi o dostarczenie świeżych bułek na czas? A może niezbędnych leków? No cóż, zerknijmy w tym momencie na prawo. Kierowca takiego pojazdu może jechać bez przerwy nie dłużej, niż 4,5 godziny. Ten manewr wykonywany na autostradzie trwał 1,5 minuty Jeżeli więc jedzie o 1 km/h szybciej, to w teorii wyprzedzanie może mu dać oszczędność około 4,5 kilometra na całym dystansie. Ale bądźmy realistami. Za chwilę pojawi się zwężenie, kolejny wolniej jadący TIR, skrzyżowanie lub inny „spowalniacz”, co sprawi, że realny zysk jest bliski zera. Wykonanie manewru wyprzedzania przy znaczącej różnicy prędkości jest oczywiście zrozumiałe – jeżeli nie spowoduje zajechania drogi innemu użytkownikowi drogi znajdującemu się na lewym pasie. Jeśli jednak pojazdy wyprzedzający i wyprzedzany poruszają się ze zbliżoną prędkością, to podejmowanie się takiego działania jest głupotą. Warto podkreślić, że prawo nie reguluje, ile ma trwać wyprzedzanie. Teoretycznie, wystarczy więc minimalna różnica w prędkości, by manewr dało się usprawiedliwić. Z drugiej strony jednak, policja może uznać takie wyprzedzanie za utrudnianie ruchu, co nierzadko prowadzi do wypisania mandatu. Wróćmy teraz do wspomnianego nagrania. Kierowca TIR-a wyprzedzał półtorej minuty. Tak, półtorej minuty na autostradzie A1. Gdyby ruch był większy, mogłoby to spowodować nawet zator. Czy zawodowiec coś na tym zyskał? Podejrzewamy, że jedynie niechęć nagrywającego i każdego innego kierowcy znajdującego się za nim… W czym tkwi problem? Można pomyśleć, że to jedynie czysta głupota. W wielu przypadkach może tak być, ponieważ w tej branży brakuje rąk do pracy i bierze się ludzi o wątpliwych umiejętnościach, co potęguje zagrożenie na drogach. Sytuacja jest jednak bardziej złożona, bo doświadczeni kierowcy TIR-ów irytują innych nierzadko w takim samym stopniu, jak nowicjusze. W czym więc tkwi problem? W mentalności, która dotyczy wielu uczestników ruchu, bez względu na rodzaj pojazdu. Poczucie wyższości sugerujące, że „ja jestem ważniejszy, niż inni” bywa fatalne w skutkach. Recepta? Rozsądek, wyobraźnia i wyrozumiałość. Pamiętajmy, że nie jesteśmy sami na drogach. Im mądrzej będziemy jeździć, tym mniej niepożądanych sytuacji powstanie. Dotyczy to nas jako całej społeczności, jak i każdego z osobna. Tylko w ten sposób poprawimy jakość jazdy, która dziś jest naprawdę daleka od wysokiej. Kierowca, który rozmawia przez telefon komórkowy w czasie jazdy jest tak samo niebezpieczny, jak pijany. Dowodzą tego badania naukowe, opinie praktyków i orzecznictwo sądów. Dowodzi tego także niedawny przypadek z Anglii, gdzie polski kierowca tira, zapatrzony w smartfona, zabił kobietę i troje dzieci. W Polsce oficjalna skala korzystania z komórek w czasie prowadzenia samochodu z roku na rok nieznacznie się zmniejsza, nadal jest jednak ogromna. Każdego dnia policjanci w Polsce karzą średnio 280 kierowców za używanie telefonów komórkowych w czasie jazdy. Używanie ich wbrew przepisom, czyli bez zestawów głośnomówiących lub to tylko przypadki ujawnione. Pojawia się oczywiste pytanie: ilu rzeczywiście kierowców ma w czasie jazdy ręce zajęte nie kierownicą, ale telefonem i ilu udaje się uniknąć wzroku policjanta lub obiektywu urządzenia niedozwolonego używania komórek zarejestrowane przez policję i Wojciecha PasiecznegoPrzypadki niedozwolonego używania komórek zarejestrowane przez policję i Wojciecha Pasiecznegopolicja i Wojciech PasiecznyTylko w pierwszych sześciu miesiącach tego roku policjanci wystawili mandaty lub skierowali wnioski o ukaranie do sądu wobec 51 317 kierowców, którzy niezgodnie z przepisami używali w aucie komórek. W całym 2015 roku było to 119 548 ukaranych za takie przewiny osób, a w 2014 nieco więcej, bo 120 liczba? Kilkadziesiąt tysięcy dziennieIlu kierowcom się "upiekło"? Można to jedynie ustalić jedynie w przybliżeniu. Według badań Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego trzy procent polskich kierowców korzysta w czasie jazdy w niedozwolony sposób z telefonu komórkowego. Najczęściej są to kierowcy ciężarówek, najrzadziej - motocykliści. Gdy przyłożyć tę miarę do natężenia ruchu na konkretnych odcinkach dróg, to można by oszacować, że:- tylko na północnej obwodnicy Warszawy codziennie w niedozwolony sposób rozmawia przez telefon w czasie jazdy 4268 kierowców (czyli 15 razy więcej niż udaje się ukarać w skali kraju);- na drodze S86 między Sosnowcem a Katowicami z komórką przy uchu albo w ręce jeździ codziennie średnio 3366 kierowców;- w Katowicach na autostradzie A4, w okolicach bramek, średnio 3029 kierowców na dobę łamie zakaz używania telefonów to tylko trzy przykładowe odcinki dróg, na których administratorzy prowadzą doroczne pomiary natężenia kierowcy najczęściej sięgają po komórkiKtórzy kierowcy najczęściej sięgają po komórkiAnalizując te dane można pokusić się o stwierdzenie, że codziennie po polskich drogach jeździ kilkadziesiąt tysięcy kierowców zachowujących się, jakby mieli we krwi co najmniej 0,8 promila alkoholu. Badania naukowców z Great Britain's Transport Research Laboratory pokazały, że kierowcy używający telefonu komórkowego podczas jazdy wykazali się nawet o 30 procent wolniejszym czasem reakcji oraz wydłużoną drogą hamowania niż kierowcy będący pod wpływem alkoholu na poziomie 0,8 dobrze mógł zamknąć oczyCzym się kończy patrzenie w czasie kierowania samochodem na ekran smartfonu zamiast na drogę pokazał w ostatnich dniach wyrok brytyjskiego sądu, skazujący polskiego kierowcę na 10 lat więzienia za spowodowanie wypadku, w którym zginęły cztery Maura McGowan stwierdziła, że Polak prowadzący tira mógł równie dobrze "prowadzić z zamkniętymi oczami". "Każdy prowadzący samochód i jednocześnie korzystający z telefonu jest winny niebezpiecznej jazdy. Wystarczy tylko sekunda, aby zabić kogoś, zniszczyć komuś życie, życie swojej rodziny, ofiar i ich rodzin" - napisano w oświadczeniu sądu. W postępowaniu dowodowym wyszło na jaw, że kierowca był tak rozkojarzony, iż przez kilometr trasy tylko raz spojrzał na policja nie prowadzi statystyk, do ilu wypadków dochodzi wskutek rozproszenia uwagi wynikającego z korzystania z telefonu komórkowego w czasie jazdy. Według szacunków Instytutu Transportu Samochodowego może być to nawet co czwarty Opieramy te szacunki na doświadczeniach policjantów, którzy zabezpieczają miejsca wypadków drogowych - mówiła psycholog transportu z ITS dr Ewa Odachowska w TVN24 BiS 12 jest najwięcej kierowców jeżdżących z telefonami przy uchuGdzie jest najwięcej kierowców jeżdżących z telefonami przy uchuZa korzystanie z komórki bez zestawu głośnomówiącego lub słuchawkowego można dostać mandat w wysokości 200 złotych i pięć punktów karnych. W praktyce policja ma ograniczone możliwości dowodowe w takich sprawach. Najczęściej jest to osobista obserwacja lub zdjęcie z fotoradaru. Dopiero od stycznia, eksperymentalnie, śląska policja zaczęła fotografować kierowców za pomocą teleobiektywów. Dzięki tym trzem - jak nazywają je funkcjonariusze - zestawom optycznych w ciągu 10 miesięcy udowodnili 251 przypadków korzystania z komórek w czasie jazdy (poza tym 1804 niezapięte pasy, 651 przypadków niestosowania się do znaków i 346 nieustąpień pierwszeństwa pieszym na zebrach).Komputer wcale nie pokładowy- Używanie telefonów komórkowych w czasie jazdy jest ogromnym zagrożeniem. To oczywiste stwierdzenie nie jest odkryciem na miarę odkrycia Ameryki - mówi portalowi podinspektor Włodzimierz Mogiła ze śląskiej drogówki. - Wprawdzie statystyki tego nie potwierdzają, ale moje osobiste doświadczenie mówi mi, że problem używania telefonów komórkowych za kierownicą narasta - również pod względem zakresu używania tych urządzeń. Jeszcze kilka lat temu komórki służyły głównie do telefonowania i wysyłania lub odbierania SMS-ów. Dziś smartfon to kompletny komputer osobisty, służący do przeglądania internetu, odbierania poczty, nawigowania, informowania o sytuacji na drodze czy odtwarzania muzyki. Każde skorzystanie z aplikacji to odwrócenie uwagi od sytuacji na drodze na co najmniej kilka sekund. W tym czasie przepisowo jadący samochód poza terenem zabudowanym pokonuje odległość około stu których miastach jest najwięcej kierowców rozmawiających przez komórki w czasie jazdyW których miastach jest najwięcej kierowców rozmawiających przez komórki w czasie jazdyKierowcy, nawet przyłapani na gorącym uczynku, często bagatelizują zagrożenie. Próbują po swojemu interpretować zakaz korzystania z telefonu komórkowego w czasie jazdy. Rozwój techniki wyprzedził bowiem przepisy. Prawo o ruchu drogowym zabrania kierującemu pojazdem "korzystania podczas jazdy z telefonu wymagającego trzymania słuchawki lub mikrofonu w ręku". Czy zakaz ten obejmuje kierowcę, który wpatruje się w dotykowy ekran smarftonu umieszczonego na uchwycie i przesuwa po nim palcem?Przepis tego nie rozstrzyga. Część kierowców zatem nie przyjmuje mandatów i sprawy trafiają do sądu. Jedną z nich rozstrzygał Sąd Okręgowy we Wrocławiu. Kierowca twierdził, że nie złamał prawa, wstukując coś do smartfonu przyczepionego rzepem do kierownicy. Sąd w druzgocący sposób obalił jednak jego Ten kierowca kierował łokciamizdj: JarekW uzasadnieniu sąd napisał: "Rozmowa telefoniczna lub inny rodzaj manualnego użytkowania telefonu wyłącza jedną rękę, a tym samym utrudnione jest dokonywanie manewrów, a nadto rozmowa lub wpisywane albo wyszukiwane informacje rozpraszają uwagę. Zakaz używania podczas jazdy telefonów komórkowych jest poparty stosownymi badaniami przeprowadzonymi w krajach wysoko rozwiniętych. Dowodzą one, że prawdopodobieństwo spowodowania kolizji przez kierującego w trakcie prowadzenia przez niego rozmowy telefonicznej zwiększa się w stopniu porównywalnym do kierowania w stanie nietrzeźwości".Jedna ręka nie wystarczy- Kierowcy lekceważą zagrożenie, które stwarzają - mówi nam były radca warszawskiej drogówki insp. Wojciech Pasieczny, który na emeryturze wciąż niestrudzenie propaguje bezpieczeństwo na drogach. - Na spotkaniach z młodzieżą często pokazuję, że trzymanie telefonu w jednej ręce ogranicza sprawność również drugiej ręki, tej teoretycznie wolnej. Nie wierzą, dopóki sami nie przećwiczą. A przecież kończyny u człowieka to coś jakby naczynia połączone. Nie wie tego również większość kierowców, którzy używają komórek w czasie jazdy myśląc, że jedna ręka im wystarczy. A tak naprawdę mają do dyspozycji mniej niż jedną rękę - sprawie zagrożenia wywołanego używaniem telefonów komórkowych za kierownicą zgadza się z policją - choć na swój przewrotny sposób - stojący zazwyczaj po przeciwnej stronie barykady Tomasz Motyliński, założyciel serwisu "Nielegalne radary do kosza".- Przepis jest oczywiście bez sensu, bo czym się różni trzymanie telefonu od trzymania za kierownicą kubka z gorącym rosołem? Uważam natomiast, że każde zachowanie, które odwraca uwagę kierowcy od toru jazdy jest nieodpowiedzialne i niebezpieczne, czy jest to poszukiwanie kanapki w torbie, czy podnoszenie portfela z podłogi, czy trzymanie w ręce komórki. Jest to problem, że tak powiem, głębszy - mówi nam W szkoleniu kierowców powinno poświęcać się więcej czasu i uwagi na tragiczne skutki nieodpowiedzialnych zachowań - zauważa Wojciech Pasieczny. - Bo, jak mawiał Kubuś Puchatek, wypadek to jest dziwna rzecz: nigdy go nie ma, dopóki się nie wydarzy. Jeśli komuś skutecznie uświadomiono skutki lekkomyślności nawet teoretycznie, to jest szansa, że w życiu zachowa się odpowiedzialnie - jp//rzw / Źródło: zdjęcia głównego: Policja, Wojciech Pasieczny Wypadki spowodowane przez TIR-y nie zabijają kierowców ciężarówek, ale innych uczestników ruchu drogowego. Tak wynika z badań. W 2018 r. w wypadkach z udziałem samochodów ciężarowych o dopuszczalnej masie całkowitej powyżej 3,5 t w Unii Europejskiej zginęło 3310 osób. Połowa ofiar takich zdarzeń to osoby podróżujące autami osobowym*, dlatego kierowcy tych aut powinni zachować szczególną ostrożność w pobliżu samochodów ciężarowych. W Polsce takie samochody uczestniczą w dwukrotnie większej liczbie wypadków śmiertelnych w stosunku do przejechanego dystansu niż pojazdy nieprzewożące towarów, np. auta osobowe. Na tę statystkę wpływa masa i rozmiary samochodów ciężarowych. Największą grupą wśród ofiar wypadków z udziałem takich pojazdów nie są kierowcy ciężarówek, lecz osoby podróżujące autami osobowymi. Stanowią one 50 proc. ofiar. Dalsze 28 proc. to niechronieni uczestnicy ruchu drogowego – piesi, rowerzyści i motocykliści. Nie oznacza to jednak, że winę za wypadki z udziałem samochodów ciężarowych zawsze ponoszą ich kierowcy. Jednak w razie kolizji z autem osobowym mają oni po prostu większe szanse, by wyjść cało z tego zdarzenia. Biorąc pod uwagę rozmiary i masę samochodów ciężarowych, a także ograniczone pole widzenia ich kierowców, osoby za kierownicą aut osobowych powinny zachować szczególną ostrożność w pobliżu ciężarówek. – Jeżeli chcemy wyprzedzić duży samochód ciężarowy czy wjechać na pas ruchu, którym się on przemieszcza, pamiętajmy, że jego martwe pole obejmuje przestrzeń tuż przed pojazdem i za nim oraz po jego bokach. Planując wyprzedzanie, uwzględnijmy także długość pojazdu oraz ryzyko powstania podmuchu wiatru, który może nawet zepchnąć nas z toru jazdy – mówi Krzysztof Peła, ekspert Szkoły Bezpiecznej Jazdy Renault. Bardzo ważne jest również to, by nie zajechać drogi pojazdowi ciężarowemu, ponieważ ze względu na masę jego droga hamowania znacząco się wydłuża. Szczególną ostrożność należy też zachować na zakrętach i skrzyżowaniach. Pojazdy takie jak TIR-y potrzebują wiele wolnej przestrzeni by skręcić. Niezależnie od sytuacji podstawą bezpieczeństwa jest więc zachowanie odpowiedniego odstępu. Czytaj też:Czy na autostradzie A2 TIR-y przestaną się wyprzedzać? Zainstalowano kameryCzytaj też:Polscy dealerzy ciężarówek zawiązali zmowę i podzielili między siebie rynek? W okresie zimowym na drogach czyha więcej niebezpieczeństw niż zwykle. Niektóre z nich mogą na nas spaść z wysokości. Jakiej? Mniej więcej 4 metrów – tyle bowiem mierzą ciągniki siodłowe, czyli tzw. TIR-y. Spadający z ciężarówki lód to problem może i sezonowy, ale za to poważny. Może bowiem nie tylko uszkodzić np. jakiś samochód, ale także kogoś zranić… lub gorzej. Jakie obowiązki mają w tym zakresie kierowcy ciężarówek i co możemy zrobić jeśli jesteśmy poszkodowani? Ośnieżona lub oblodzona ciężarówka – tak być nie może Choć w ustawie Prawo o ruchu drogowym nie ma przepisów wprost odnoszących się do kwestii odśnieżania i usuwania lodu z pojazdów (osobowych i ciężarowych), to nic nie szkodzi, ponieważ w wystarczający sposób obejmuje to art. 66 ust. 1 owej ustawy. Mówi on, że: Pojazd uczestniczący w ruchu ma być tak zbudowany, wyposażony i utrzymany, aby korzystanie z niego: 1) nie zagrażało bezpieczeństwu osób nim jadących lub innych uczestników ruchu, nie naruszało porządku ruchu na drodze i nie narażało kogokolwiek na szkodę (…) 5) zapewniało dostateczne pole widzenia kierowcy oraz łatwe, wygodne i pewne posługiwanie się urządzeniami do kierowania, hamowania, sygnalizacji i oświetlenia drogi przy równoczesnym jej obserwowaniu. W zależności od tego, czy z obecności śniegu czy lodu na pojeździe wynikła jakaś szkoda czy też nie, można dostać za to mandat w kwocie od 200 do 500 zł i 6 punktów karnych (ostatnie podwyżki mandatów akurat tych przewinień nie dotknęły). Jeśli tego rodzaju zaniedbanie doprowadziło do czyjegoś ubytku na zdrowiu lub śmierci, można też trafić do więzienia (maksymalnie na 8 lat). Jak więc łatwo wywnioskować, usunąć śnieg czy lód zdecydowanie warto – z korzyścią dla otoczenia i siebie. fot. Roman Babakin, Jest tylko jeden problem – za to duży Chodzi o to, że standardowa naczepa ciągnika siodłowego ma wysokość 4 metrów – a już przy pracach na wysokościach przekraczających 1 m należy przejść odpowiednie badania lekarskie i szkolenie BHP. Ponieważ takie uprawnienia nie są konieczne do jazdy TIR-em, to wielu pracodawców po prostu ich swoim kierowcom nie zapewnia. Innymi słowy – nie mogą oni legalnie wejść na naczepę i usunąć problematycznego nadbagażu, bo jeśli jakaś kontrola to zobaczy to zrobi z pracodawcy przecier. Legalnie pojechać w zasadzie też nie mogą, w skrajnym przypadku mogą nawet trafić na… kontrolę z powietrza. Niektóre odcinki dróg są patrolowane przez śmigłowce, których załogi przekazują informacje nt. tego rodzaju uchybień jednostkom naziemnym. Zamiennie stosuje się też drony. Pewnym rozwiązaniem problemu mogłyby być specjalne rampy, ale jest ich zaledwie garstka, zwłaszcza na trasie, poza bazami spedytorów. Z jednej strony może to dziwić, bo jedna rampa kosztuje mniej niż 10 tys. zł. Z drugiej strony, te rampy które są dostępne i tak nie są zbyt często wykorzystywane przez kierowców, a powód tego jest prosty – także i w tym przypadku należy mieć uprawnienia do pracy na wysokości. Zostaje więc opcja myjni dla ciężarówek – które, jak można się domyślać, też nie znajdują się na każdej stacji benzynowej. Osobną ciekawostką była kiedyś (tj. do 2007 r.) kwestia drabiny. Zakładając, że kierowca TIR-a mógł pracować na wysokości i przeszedł szkolenie BHP, to teoretycznie mógł wozić ze sobą drabinę, dzięki której mógłby się w każdej chwili wspiąć na naczepę. Sęk w tym, że przepisy wymagały, by drabina przystawna wystawała ponad powierzchnię na którą chcemy się wspiąć na co najmniej 75 cm. 4 m wysokości naczepy plus 75 cm daje 4,75 m. Gdzie tu problem? Ano w tym, że zgodnie z prawem drabiny o długości przekraczającej 4 m nie można było przenosić samemu… W rozporządzeniu Ministra Pracy i Polityki Społecznej z dnia 2 marca 2007 r. zmieniającego rozporządzenie w sprawie ogólnych przepisów bezpieczeństwa i higieny pracy zapisy te usunięto. fot. Frederic Legrand – COMEO, Spadający lód z ciężarówki trafił w nasze auto. Co robić? Obowiązują takie same zasady jak w przypadku kolizji. Innymi słowy: jeśli żaden człowiek nie ucierpiał, obecność policji nie jest niezbędna, musimy natomiast uzyskać od sprawcy (kierowcy ciężarówki) oświadczenie o winie. Poza danymi pojazdów (najlepiej wliczając w to naczepę czy przyczepę) i numerem polisy OC sprawcy, należy tam też ująć dane z praw jazdy obu kierowców oraz dane kontaktowe. Oczywiście można wezwać radiowóz, co zapewne poskutkuje dodatkowo wystawieniem mandatu kierowcy ciężarówki (optymistycznie zakładamy, że ten go przyjmie – ale nie musi), a nam teoretycznie ułatwi uzyskanie odszkodowania – po które należy się udać bezpośrednio do ubezpieczyciela pojazdu ciężarowego. Gorzej, jeśli ciężarówka po zaatakowaniu nas spadającym lodem odjeżdża – nie musi tu nawet chodzić o to, że ucieka, bo jej kierowca może po prostu nie wiedzieć, że nieumyślnie zapewnił nam wątpliwej jakości atrakcję. Jeśli ciągnik uda się zatrzymać (lub np. dojechać za nim do miejsca postoju), a kierowca zgodzi się spisać oświadczenie – OK. Ale jeśli usłyszymy, że mamy się chyżo oddalić, a nie dysponujemy np. nagraniem z rejestratora – pozostaje wezwanie policji i zgłoszenie, że kierowca ciężarówki stwarza zagrożenie na drodze. Jeśli ani policja się o tym nie dowie, ani nie będziemy mieli nagrania – szanse na uzyskanie odszkodowania drastycznie maleją, nawet jeśli wyciągniemy z Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego dane pojazdu sprawcy. Tym bardziej, że w razie późniejszego wezwania go na przesłuchanie może się on wszystkiego wyprzeć i będzie typowa sytuacja „słowo przeciwko słowu”. Spadający lód z mojej ciężarówki? Paaanie, a gdzie tam. fot. Mindscape studio, W tym wszystkim ważne jest jeszcze jedno – żeby mieć szansę na odszkodowanie, pojazd ciężarowy musi znajdować się w ruchu… albo właściwie „w ruchu”. Skąd cudzysłów? Odpowiada na to art. 34 ust. 2 ustawy z dnia 22 maja 2003 r. o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych: Za szkodę powstałą w związku z ruchem pojazdu mechanicznego uważa się również szkodę powstałą podczas i w związku z: 1) wsiadaniem do pojazdu mechanicznego lub wysiadaniem z niego; 2) bezpośrednim załadowywaniem lub rozładowywaniem pojazdu mechanicznego; 3) zatrzymaniem lub postojem pojazdu mechanicznego. Mam jednak nadzieję, że nic z powyższych informacji nigdy się wam nie przyda. Zdjęcie główne: Mindscape studio,

pole widzenia kierowcy tira