3.2K views, 53 likes, 30 loves, 25 comments, 3 shares, Facebook Watch Videos from CZUJE.PL: Ten rok to jakiś koszmar u Nas. Zdrowko Nam się posypało.. Ale walczymy z całych sił. Dziękujemy za całym sercem - tłumaczenie na angielski oraz definicja. Co znaczy i jak powiedzieć "całym sercem" po angielsku? - heartily, dear, heartfully, devotedly, with all your heart Dziękujemy, dziękujemy Całym sercem, z całych sił. Dziękujemy, dziękujemy Za przeżycie szczęścia chwil. Tymi oto słowami pożegnali się trzecioklasiści ze swoimi wychowawczyniami p. Renatą Skowrońską, p. Katarzyną Maślińską i p. Anną Jóźwiak podczas uroczystego zakończenia roku szkolnego klas I-III. Z całych sił (franc. De toutes mes forces ) – francuski film fabularny z 2017 w reżyserii Chada Chenouga , z Khaledem Alouachem w roli głównej. Quick facts: Gatunek, Rok produkcji, Data premiery, Kraj p Kochamy Polskę z całych sił. Chcemy byś również kochał ja i ty. I ty. Toruń z daleka pachnie. Bo słodki zapach pierników kusi mocno nas. Podróż skończymy w Gdański. Stąd szarym morzem można wyruszyć dalej w świat. Jesteśmy Polką i Polakiem. Dziewczynką fajna i chłopakiem. 2 Kings 23:25 - Nowe Przymierze Zaremba - Nie było przed nim takiego króla, który by tak, jak on, wrócił do PANA całym sercem, całą duszą i ze wszystkich swych sił, trzymając się ściśle Prawa Mojżesza. Po nim też już się taki nie pojawił. . Sklep Prasa Manga, komiksy Manga Gwiazda Spadająca za Dnia Tom 3 (Wydanie 3/2016) Oferta dvdmax : 22,99 zł Oferta 3trolle : 40,95 zł Wszystkie oferty Dodaj do listy Dodaj ten produkt do jednej z utworzonych przez Ciebie list i zachowaj go na później. Opis Opis Manga o przygodach nastoletniej Yosano Suzume, która z małej wioski musiała przeprowadzić się do Tokio. Wielkie miasto jest dla niej obce i nieznane, w dodatku łatwo się w nim zgubić. Właśnie w takim momencie dziewczynę ratuje z opresji dziwnie ubrany mężczyzna. Pierwszego dnia w nowej szkole okazuje się, że jest on jej... wychowawcą. Dane szczegółowe Dane szczegółowe Tytuł: Gwiazda Spadająca za Dnia Tom 3 Numer wydania: 3/2016 Data wydania: 2017-07-28 Częstotliwość: dwumiesięcznik Język wydania: polski Kraj wydania: Polska Grupa produktowa: Czasopisma krajowe Seria: Gwiazda spadająca za dnia Autor: Yamamori Mika Gatunek mangi komedia, romans, shojo Wymiary: 15 x 118 x 178 Indeks: 19838311 Recenzje Recenzje Dostawa i płatność Dostawa i płatność Prezentowane dane dotyczą zamówień dostarczanych i sprzedawanych przez . Wszystkie oferty Wszystkie oferty Inne z tego wydawnictwa Najczęściej kupowane PROLOGW przepastnych szufladach z małymi okienkami leżały części korpusów, ściśnięte jak portugalskie sardynki. Od lewej, w środkowym rzędzie — ręce. Niektóre nienaturalnie większe od pozostałych, inne zbyt małe, by mogły chwycić orzech, czasami oszpecone brakiem kciuka czy innego palca. Jedne bardziej opalone, inne mniej, pomiędzy nimi kilka rąk czarnych jak czekolada. W rzędzie niższym, w szufladkach również z okienkami, lecz nieco większymi, piętrzyły się nogi. Nogi posiniaczone, o kolanach wystających lub okrąglutkich jak u niemowlaka, dłuższe i krótsze, mniej lub bardziej ubrudzone. Nogi w większości przypadków miały stopy, ale nie zawsze. Niektórym nogom stóp brakowało — po prostu piszczele kończyły się i ciach, dalej nic. Takie przypadki leżały osobno. Potem głowy. To było naprawdę coś — każda głowa inna, niektóre całkiem łyse, inne z resztkami włosów zwisających z łysej czaszki jak strąki fasoli, a kolejne, zwłaszcza te nowsze, z bujną czupryną, z pasmami pofalowanych lub podkręconych włosów, sprawiających wrażenie zbyt obfitych, zbyt zdrowych jak na okoliczność leżenia w szufladzie z okienkami. Zwłaszcza że było to leżenie w oderwaniu od reszty korpusu. Włosy wyglądały, jakby ktoś rozczesał je naelektryzowaną szczotką i Florinda myślała czasem, że to one w pierwszej kolejności chciałyby nadal istnieć, być dotykane, związywane, dopieszczane. Jeśli ze wszystkich elementów posegregowanych w szufladach miałaby wybrać jeden, najbardziej ją rozżalający, byłyby to właśnie pukle złocistych włosów. Niezniszczalnych, niezmiennych, po prostu półce niżej zwykle trzymała oczy. Oczy były również na swój sposób szczególne, niektóre tak cenne, że Florinda wkładała je do zakręcanych słoiczków wyłożonych atłasową chusteczką. Słoiczki zaś ustawiała delikatnie, uważając, by ich nie pomieszać, by zawsze oczy brązowe stały w sąsiedztwie brązowych, a niebieskie przy niebieskich i tak dalej. Zaoszczędzała sobie w ten sposób pracy na wypadek pojawienia się konieczności wykonania pilnego to miejsce. Choć owszem, czasami miała wrażenie, że pracuje w kostnicy. Te kończyny w szufladach przy słabym wieczornym oświetleniu wyglądały jak kości — blade, bezkrwiste, statyczne, czekające na godny pochówek. Florinda miewała koszmary, w których szła polem, pustym polem i co jakiś czas potykała się o bezskórne piszczele, dłonie, przedramiona, stopy. Leżały na polu przez nikogo nieuprawianym, opuszczonym i czekały, aż ktoś je pozbiera. Więc schylała się i zbierała, nie myśląc zbyt wiele, bo nawet we śnie pamiętała, że przesada w myśleniu przynosi więcej szkody niż pomieszczeniu unosił się zapach kleju zmieszany z zapachem rozpuszczalnika. Florinda zwykła używać gorącego kleju, nici i drucików, zresztą użyłaby każdej możliwej i dostępnej metody, byle mieć pewność, że zrobiła wszystko, by dokonać ocalenia — jeśli już się tego podjęła. Miała zestaw cudonarzędzi, których nikomu nie pokazywała. Leżały w przeróżnych szufladkach biurka, zbyt cenne, by je pozostawiać na wierzchu. W końcu był to szpital i należało tu ratować, a nie unicestwiać. Dokonywała więc przeszczepów i operacji na otwartych ranach, przyszywała i scalała, choć niekiedy musiała też rozkroić to i tamto, przypominając sobie cały czas, że robi to dla dobra tym miejscu wszystko mogło się zmienić. Ci, którzy do niczego już się nie nadawali, odzyskiwali nagle siły i przez kolejne lata zachwycali swoją sprawnością. Ci, którym brakowało jakiejś części ciała, otrzymywali ją podczas jednej zaledwie operacji. Natomiast ci nieszczęśni, którym wydawało się, że są idealni, musieli podzielić się swoją urodą z bardziej jednak cel był jeden — przywrócić do życia. Czasem podarować zupełnie nowe. Lecz także czasem je odebrać. A wszystko w ciągu jednego zaledwie mgnienia 1Głosie,wyjdź z coś(Theodore Roethke)Wszedł po cichu do sypialni, nachylił się i ucałował ją w czoło. Drgnęła i zaraz przekręciła się na plecy.— Wychodzę na chwilkę — szepnął jej do ucha. Złapała go za rękaw i przytrzymała. Jej brązowe oczy, jeszcze zaspane, ale już przytomne, wyrażały pytanie. — Wszystko w porządku, kochanie, wychodzę na chwilę — powtórzył. — Po kapelusz i cicho zamknął za sobą drzwi. Schodził po schodach niemal na palcach. Nie chciał obudzić sąsiadów, było tak wcześnie. Wzdrygnął się na wspomnienie tamtej nocy. Było po dwudziestej drugiej i właśnie wstał od stołu, kiedy nagle poczuł, że coś jest nie tak. Zaraz potem usłyszał huk na dachu, jakby walił się komin, jakby coś ciężkiego spadało ze zwielokrotnionym hałasem. Zrozumiał, że dom drży. W kuchni brzęczały talerze. Lampa się kołysała. Stojąca na brzegu komody szklanka spadła i rozprysła się w drobny mak. Co się działo? Złapał Anę za rękę. „Szybko!” — krzyknął. Usłyszeli dudnienie, jakby coś ciężkiego przetaczało się po ulicy. Cała ziemia drżała. Wpełzli pod stół, ale tu było jak w pułapce. Ana bezgłośnie poruszała ustami i domyślił się, że to modlitwa. Przemknęło mu przez głowę, że zrobił błąd — należało zbiec na dół, z daleka od domów, od kruchych konstrukcji, które mogły zaraz runąć i przygnieść ich swoim ciężarem, pogrzebać ich za życia. Zdawało mu się, że pokój faluje, a z nim wszystkie sprzęty, wszystkie przedmioty. W jego rodzinnym Algarve trzęsienia się zdarzały, ale nigdy nie odczuwał z tego powodu takiego przerażenia jak tu, w Lizbonie. Trwało to wszystko chwilę. Później w telewizji powiedzieli, że wstrząsy o sile ponad sześciu stopni w skali Richtera i z epicentrum w pobliżu Taviry były odczuwalne w całym kraju. Rozpoczęły się o i trwały minutę. Dla niego to była cała wieczność, całe wszystko ucichło, wyszli na ulicę. Zgromadziło się tam wielu ich sąsiadów. To był 15 marca. Od tamtego czasu minął rok, ale niektórzy nadal o tym rozmawiali, wspominali, gdzie kto był. A inni dziękowali Bogu, że nie doszło do takiej tragedii jak wtedy, gdy Lizbona niemal cała została zmieciona z powierzchni ziemi na skutek wstrząsów, ognia i nie chciał myśleć zbyt wiele. Miał inne rzeczy do roboty, inne kołnierz, chroniąc się przed rześkim powietrzem, i wyszedł na ulicę. Uwierały go ukryte w klapie płaszcza kartki. Wydawało mu się, że ważą tonę, że nie może przez nie oddychać. Chciał jak najszybciej się ich pozbyć. Przyspieszył wyglądała, jakby była jeszcze zamknięta, ciężkie rolety przysłaniały okna, w środku musiało być całkiem ciemno. Rozejrzał się powoli, nikogo nie spostrzegł, zapewne wszyscy jeszcze spali. Niemal nie podnosząc ręki, zastukał cichutko w szybę, raz i dwa razy. Usłyszał kroki, skrzypnęła zasuwka w drzwiach. Chudy mężczyzna w okularach niemal wciągnął go do środka. Carlos chwilę potem był już z powrotem na zewnątrz. W małym kiosku na końcu ulicy kupił trzy paczki papierosów. Sprzedawca ledwo zaczął otwierać, ale nawet się nie zdziwił, że Carlos przychodzi tak wcześnie.— Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje, co? — zagadnął. — Wschód słońca nad Lizboną to dla mnie codzienność, a widzę, że i dla pana widok nieobcy. — Mrugnął okiem i położył papierosy na ladzie. — Robota dzisiaj goni?— Dziś wolne. — Carlos uśmiechnął się. Lubił tego człowieka. Zawsze miał dobre słowo dla klienta i odpowiedni towar. Poza tym w jego kiosku panował porządek. Wszystko było perfekcyjnie ułożone. Nie tak jak w innych, gdzie dzisiejsze gazety leżały na stercie razem z wczorajszymi, a papierosy sprzedawca podawał z rzuconego w kąt i wrócił pod dom. Wchodził po schodach znów ostrożnie, wolał nie narażać się wścibskim sąsiadom. Stanął przed drzwiami na ostatnim piętrze i zatrzymał się w pół ruchu. Wydawało mu się, że drzwi zamykał na klucz, a jednak teraz były lekko uchylone. Z mieszkania sączył się kojący głos Carlosa Mendesa w eurowizyjnym przeboju Verão. Ana musiała włączyć radio, chociaż spodziewałby się raczej zastać ją jeszcze w łóżku. Zaniepokoiły go te drzwi. Naprawdę zapomniał je zamknąć? W głowie pojawiły się tysiące myśli, jak iskierki ognia rozprzestrzeniły się w umyśle i sprawiły, że zrobiło mu się duszno. Miał złe przeczucia. Ale musiał wejść, przecież tam była Ana. Pchnął lekko klamkę i stanął oko w oko z niskim mężczyzną opierającym się o szafę.— Bom dia — powitał go ten, lekko się uśmiechając. — Wcześnie wstajesz, mój drogi — dodał. — Radziłbym ci się bardziej wysypiać.— Co pan tu… gdzie moja żona? — Carlos rzucił zaniepokojone spojrzenie w stronę sypialni. Kołdra była w nieładzie, a łóżko puste. — Gdzie ona jest? — powtórzył zdenerwowany.— Pańska żona? O tam. — Mężczyzna wskazał uprzejmie na kuchnię. — Spokojnie, nic jej nie dolega — dodał, chcąc poklepać Carlosa po ramieniu, ale ten zrobił szybki unik i ruszył w głąb siedziała na taborecie, na koszulę nocną zdążyła narzucić jego stary sweter. Jej twarz w pierwszych promieniach słońca, wpadających przez kuchenne okno była śmiertelnie blada, przypominała maskę z papier mâché, sztuczną i nienaturalną. Powietrze drgało, poruszane jej płytkim oddechem, w pokoju pachniało lękiem. Ana wydawała się przerażona niemal tak bardzo jak wtedy, gdy zatrzęsła się ziemia. Działo się coś niedobrego.— Kim panowie są? — zaczął, bo przecież oprócz tego niskiego był tu jeszcze ten drugi, wysoki, barczysty i owłosiony tak bardzo, że kłęby kręconych włosów wystawały spod kołnierzyka jego białej koszuli, pięły się dalej, na szyję i niemal przechodziły w gęsty zarost na twarzy.— Jesteśmy z sąsiedztwa, Carlosie. — Ten niższy się uśmiechnął, a kiedy to zrobił, Carlosa zalała fala gorąca. A więc znali jego imię. W sekundę zrozumiał, kim są.— Czego chcecie? — Starał się, by jego głos był pewny, a ton żądający wyjaśnień, ale zdał sobie sprawę, że z jego gardłem stało się coś dziwnego i słowa wibrują w niebezpieczny sposób. Powietrze nagle zgęstniało. Podszedł do Any, przecież musiał ją chronić, to było najważniejsze. Stanął za żoną, ręce położył na jej ramionach. Wyczuł, że lekko drży.— Chcemy ciebie, Carlosie — usłyszał.— Pomyliliście mnie z kimś innym — odpowiedział zbyt szybko.„Znowu źle” — pomyślał.— W naszych fachu rzadko dochodzi do pomyłek — odparł tamten. — Powinieneś to ułamek sekundy Carlos przymknął oczy. Prosił w duchu, by to nie działo się naprawdę. By ci ludzie po prostu wyszli z jego mieszkania, zamknęli za sobą drzwi, zniknęli, rozpłynęli się. Wróciłby do łóżka, położył się obok Any, objął ją ramionami i zapewnił, że nic się nie stało. Była taka krucha, zwłaszcza teraz, odkąd nosiła pod sercem ich dziecko. Zerknął w stronę drugiego pokoju. Mieli z Aną zamiar odmalować w nim ściany i wstawić tam dziecięce łóżeczko, które już teraz dostali od kuzyna. Na razie jednak Carlos trzymał w pokoju swoje papiery i książki. Z tego miejsca nie mógł stwierdzić, czy już tam weszli, czy już tam byli.— No dobrze — westchnął niższy mężczyzna. Najwyraźniej to on tu dowodził, ten barczysty był pewnie facetem od brudnej roboty. — Zbieramy się. Jeśli chciałbyś coś zabrać ze sobą, masz na to minutę. — A pani Barreto — zwrócił się do Any — już dziękujemy. I przepraszamy za to poranne nie poruszył się. Gorączkowo myślał. Przecież musiał zareagować, przekonać ich, że jest niewinny. Nie mogli tak po prostu wtargnąć do jego mieszkania i kazać mu iść ze sobą.— To pomyłka — powtórzył. Nic innego nie przychodziło mu do głowy, jego głowa była pusta. Zawsze uważał się za odważnego, zawsze sądził, że poradzi sobie nawet w najtrudniejszych sytuacjach, najbardziej ekstremalnych, a teraz proszę, stoi jak kretyn, niezdolny do obrony, niezdolny do wydukania choćby jednego sensownego wymienili znaczące spojrzenia. Ten wysoki i włochaty zaraz znalazł się przy Carlosie. Chwycił go za nadgarstki i boleśnie wykręcił dłonie. Carlos syknął i zobaczył, jak drugi mężczyzna wymownie odsłania poły marynarki i pokazuje mu broń. Zrozumiał. Ruszyli do drzwi. Odwrócił się jeszcze do Any, jej oczy się szkliły. Ten obraz wbił mu się w pamięć — kuchnia zalana słońcem, w cieple którego tak lubili pić poranną kawę, i Ana nieruchomo siedząca przy stole, zrozpaczona i piękna jednocześnie. Tak bardzo chciał ją potem wpakowali go do samochodu i ruszyli z głośnym warkotem. Ulica nadal spała, nikt nic nie zauważył. Carlos pomyślał, jakie to proste — zabrać człowieka z domu tak, żeby nikt nie powiedział nawet w dół, w wąskie uliczki starej dzielnicy i jechali dobrą chwilę. Zaparkowali niemal pod katedrą Sé, na wprost smutnego, białego budynku. Właśnie zakwitły tam 2Skwer na Graça, powstały pomiędzy rozgałęzieniem dwóch uliczek, zalany był słońcem, ale okalające go kamienice zaczynały rzucać już popołudniowy cień. Minęliśmy drzwi z pokaźnych rozmiarów tabliczką informującą, że tutaj znajduje się Clínica Dentária, i z ulgą stwierdziliśmy, że wystawione na zewnątrz stoliki nie należą do niej, tylko do umiejscowionej obok kawiarni. Pastelaria wyglądała jak większość w Portugalii — niepozorna witryna z rozciągniętą markizą i widocznym logo kawy — tu akurat była to Sical — trochę miejsca na zewnątrz i wewnątrz oraz niespiesznie obsługujący mężczyzna w bliżej nieokreślonym wieku. Z pewnością podawali tu kawę, jak mówią — najbardziej niezbędnego diabła ze wszystkich. Zamówiliśmy po małej cafezinho. Byłam zmęczona. Chodziliśmy po mieście od rana, błądząc w labiryntach starej Lizbony i szukając jej nieopowiedzianych historii aż do teraz, kiedy wybiła piąta i naprawdę padaliśmy z nóg. Wiktor zaraz wdał się w rozmowę z młodą Portugalką siedzącą przy stoliku obok. Odpalała jednego papierosa od drugiego, chcąc chyba odstraszyć natarczywe muchy krążące nad naszymi stolikami, ale im wcale nie przeszkadzały opary dymu wydobywające się z ust dziewczyny. Miała długie włosy i piękne oczy ocienione gęstymi rzęsami, spod których zerkała na Wiktora. Uśmiechnęłam się do niej niemal przepraszająco. Tak, byłam ze wspaniałym mężczyzną u boku, wiedziałam o tym. Tak jak i wiedziałam, że jej spojrzenia będą odbijały się od niego jak nieudolnie rzucane piłeczki bywałam o Wiktora zazdrosna. Jest facetem, który przyciąga uwagę kobiet, ledwo się uśmiechnie lub odezwie, jakby każdy jego drobny gest był zaproszeniem do bliższego poznania. Moje koleżanki, które uwielbiają z nim rozmawiać, twierdzą, że to kwestia posiadania pierwiastka kobiecej duszy. Wiktor go posiada, dlatego tak dobrze je rozumie, a czego kobieta pragnie bardziej niż zrozumienia? Ale moim zdaniem chodzi o coś innego. Moim zdaniem Wiktor ma w sobie coś nieuchwytnego, czego nawet ja do tej pory nie potrafię nazwać. Tego nie widać, ale to się podskórnie czuje — że z takim facetem przeżyje się coś kawy, była gęsta i słodka jak cukierek. Taką lubiłam najbardziej. Za dwa dni mieliśmy przenieść się na południowe wybrzeże Portugalii, zostawiając miasto za sobą. Myślałam o tym, co powiedział nam dzisiaj rano antykwariusz, u którego kupowaliśmy starą mapę Lizbony. Że Portugalia to Lizbona, a reszta to wieś i zagon kapusty. Nawet jeśli tak było, to nie mogłam się doczekać, żeby zobaczyć ciągnące się po horyzont gaje oliwne, rozrzucone po pagórkowatym terenie lasy piniowe i pachnące wysuszoną trawą alentejańskie przestrzenie z niewielkimi skupiskami starych, białych domów tu i wyjazd to były nasze powtórzone wakacje, moje i Wiktora. Prawdopodobnie ostatnie przed ślubem, który zaplanowaliśmy na przyszły rok. Mieliśmy spędzić je tylko we dwoje, ale w ostatniej chwili zabraliśmy Zo. Była moją przyjaciółką, teraz już naszą. Znałyśmy się od dawna, to ona pierwsza pojawiła się w moim życiu, nie Wiktor. Kiedyś pojechałyśmy razem do Barcelony, spałyśmy pod gołym niebem, przepędzane przez strażników z jednego parku do drugiego, aż nad ranem jakiś hotelowy boy ulitował się i pozwolił nam umyć zęby w pięciogwiazdkowej łazience. Potem poszłyśmy do pierwszej otwartej kawiarni przy Ramblach, po nieprzespanej nocy zwykła kawa smakowała jak napój bogów. Jeszcze tego samego dnia dojechałyśmy autostopem na nasz studencki obóz w Andaluzji. Zakochałyśmy się w tym samym facecie, ciemnowłosym Hiszpanie, a kiedy nie wybrał żadnej z nas, wzajemnie ocierałyśmy sobie łzy. To była tego rodzaju przyjaźń, jaka przydarza się raz czy dwa razy w życiu, nie więcej. Bezinteresowna. Przez te wszystkie lata widywałyśmy się częściej lub rzadziej, ale nie miało to wpływu na jakość naszej relacji, na rodzaj zaufania, jakim się obdarzałyśmy, na poczucie absolutnego pokrewieństwa. Różniłyśmy się w tak wielu rzeczach i miałyśmy różne doświadczenia, a mimo to czułyśmy się ze sobą jak siostry. To było gołębie załopotały skrzydłami obok moich stóp, wydziobując spomiędzy szpar w chodniku okruchy mojego palmiera.— Jestem głodna. — Zo szturchnęła mnie łokciem. Zo ciągle była głodna. Nie wiem, jak ona to robiła, ale jadła jak facet, a nadal wyglądała jak baletnica. — Tutaj nie zjemy nic oprócz słodkości — jęknęła. — Chodźmy, bo zaraz połknę ten porcelanowy rację. Witryna kawiarni obstawiona była tacami z najróżniejszych kształtów ciastkami, a w głębi widać było rzędy słonych przekąsek, ale nie należało liczyć na obszerniejsze menu. Spojrzałam na Wiktora. Nadal rozmawiał z piękną Portugalką i kończył dopijać kolejną kawę. Gdybym poznała go tutaj, przy tym stoliku, prawdopodobnie zainteresowałabym się nim po raz drugi. Przecież właśnie tak wszystko się zaczęło — przy kawie i croissancie. Byłam na służbowym wyjeździe, stałam z talerzem w dłoni, zastanawiając się, co wybrać ze szwedzkiego stołu, kiedy on odezwał się za moimi plecami: „polecam croissanty”. Tylko tyle: „polecam croissanty”. Prawie czułam jego słowa na swojej skórze. Usiadłam obok niego, tak jak teraz siedzi ta dziewczyna i przegadałam cały poranek. Wystarczyło tak niewiele, żeby przestawić moje życie na inny tor, tylko tyle — dwa słowa.— Idziemy? — rzuciłam teraz w stronę Wiktora. Dziewczyna skrzywiła się, wyraźnie jej to nie pasowało, ale i tak była na straconej pozycji. Wiktor uprzejmie się pożegnał i ruszyliśmy wieczór mieliśmy spędzić wyjątkowo. Planowałam z Zo niby przypadkiem trafić do naszej ulubionej tasca na skraju dzielnicy Bairro Alto, miałyśmy tam już zarezerwowany stolik. Dzisiaj były urodziny Wiktora. Być może o tym zapomniał, nigdy nie miał głowy do dat, nigdy nie pamiętał o rocznicach, świętach i składaniu życzeń, to ja zawsze nad tym panowałam. Miałyśmy więc z Zo nadzieję, że urodzinowy wieczór będzie dla niego długo siedzieliśmy przy butelce wina i grillowanych krewetkach, najlepszych, jakie w życiu jadłam. Na deser zamówiłyśmy duży kawałek czekoladowego bolo², w który włożyłyśmy symboliczną świeczkę. Wiktor dał się zaskoczyć, wiedziałam, że sprawiłyśmy mu przyjemność. W końcu nieczęsto spędza się urodziny w lizbońskiej tasca, słuchając fado zaśpiewanego specjalnie dla po północy, a mnie niespodziewanie rozbolała głowa. Być może wypiłam za dużo wina, a może zmęczenie dopiero teraz dawało o sobie znać. Położyłam się do łóżka, Zo przyniosła mi szklankę wody. Kiedy wyszła, Wiktor zamknął za nią drzwi i położył się obok mnie.— Dziękuję — powiedział, przyciągając mnie do siebie i dopasowując położenie swego ciała do mojego, akuratnie i przylegająco jak foremka. Jakby chciał mnie zapamiętać. — To było miłe z waszej głowę w zagłębienie przy jego obojczyku i przysunęłam nos do jego szyi. Lubiłam zapach Wiktora. Czasami wzbudzał we mnie poczucie bezpieczeństwa, a czasami rozbudzał zmysły. Teraz jednak oczy same mi się zamykały, nie miałam siły wypowiedzieć słowa. Dłoń Wiktora gładziła moje włosy i było to tak kojące, że zaczęłam natychmiast odpływać.— Zasypiasz? — spytał szeptem.— Mhm — mruknęłam niechętnie. Było mi tak dobrze, mogłabym przeleżeć w ten sposób całe życie. Pierś Wiktora unosiła się i opadała, słychać było miarowe bicie jego serca. Czasami w takich momentach zaczynał mruczeć, a ja po prostu zasypiałam. Podobno kocha się kogoś nie za coś ani nie mimo wszystko, ale dlatego, że nie można inaczej. Czułam właśnie coś takiego: kochałam Wiktora, ponieważ nie potrafiłabym go nie kochać.— O której chcesz jutro wstać? — pocałował mnie delikatnie w ucho.— Wybudzasz mnie, żeby zapytać, o której chcę jutro wstać? — wymamrotałam.— Nie, przepraszam, śpij już. — Wycofał się szybko.— Wstanę, kiedy ty wstaniesz, dobrze? — obiecałam i zasnęłam na jak ja tego potem 3Obudziłam się z uczuciem, jakby ktoś trzymał mnie za rękę. Mogłabym przysiąc, że czułam przed chwilą czyjś uścisk, czyjeś ciepło, czyjś dotyk. To był ten rodzaj pewności, za który dałabym sobie głowę uciąć. Musiałam mieć jakiś sen, a to była jego pozostałość — na wpół realne i gotowe zniknąć w każdej chwili wrażenie. Przymknęłam oczy, chciałam je zatrzymać, złapać jeszcze tę nić, pozwolić trzymać się za rękę. To było dziwaczne uczucie, pożądane, lecz trochę straszne zarazem. Nie wiedziałam, kto mnie trzymał i dlaczego, ale pamiętałam twarz. Spojrzenie jasnych oczu, patrzących prosto na mnie. Pragnęłam z całych sił przypomnieć sobie więcej szczegółów, więcej wrażeń, więcej danych, ale to było wszystko — tylko twarz i uścisk dłoni. Reszta snu rozpłynęła się w blasku słońca odbijającego się od białych ścian, w rodzących się powoli myślach. Czyjaś twarz z jasnymi oczami. Widziałam ją już wcześniej, śniła mi się, choć nigdy tak wyraźnie jak dzisiaj. Nie miała imienia i nie wiedziałam, do kogo należy. Myślę jednak, że gdybym zobaczyła tę twarz na ulicy, rozpoznałabym ręką na poduszkę obok, tam, gdzie położył się wczoraj Wiktor. Chciałam opowiedzieć mu o tym dziwnym odczuciu. Przekręciłam się. Wiktora nie było, poduszka wgłębiona jeszcze po ciężarze jego ciała, pamiętała jego ruchy. Pewnie poszedł pobiegać. Albo parzy mi poranną kawę. Czasem tak robił. Zamykał się w kuchni, a potem podawał mi na tacy śniadanie, pozwalając, bym poczuła się jak królewna. Zawsze lubił gotować, przyrządzać coraz to nowe dania, bawić się tym. Kiedy tylko miał trochę czasu, otwierał butelkę wina, zakładał fartuch kucharski i dawał ponieść się żywiołowi. Byłam mu za to wdzięczna, bo ja nie znosiłam pichcenia. Dla mnie było ono monotonną koniecznością, zajęciem wyzutym z przyjemności. Wiktor przemieniał je w twórczy proces, którego efekt końcowy zachwycał i rzucał na kolana, bez względu na to, kto próbował przygotowanych przez niego przysmaków — ja, nasi znajomi czy ktoś z rodziny. „Taki facet to skarb” — powtarzała moja mama, a przyjaciele już wpraszali się na kolejny ponownie oczy, a kiedy znów je otworzyłam, było już po dziewiątej. Musiałam przysnąć. Ziewnęłam i usiadłam, nasłuchując odgłosów dnia. W naszym wynajętym apartamencie panowała cisza. Nie było śniadania do łóżka, drzwi do sypialni pozostawały zamknięte. Wstałam i otworzyłam je, przeszłam do salonu. Panował w nim nieskazitelny porządek, który wzbudził we mnie uczucie niepokoju. Coś było nie tak. Ani jednego talerza zostawionego na stole, ani jednego okruszka na dywanie, jedynie papier ozdobny, w który zapakowałyśmy z Zo urodzinowy prezent Wiktora, leżał podarty pod stołem. Pchnęłam drzwi do drugiej sypialni. Tutaj też było pusto. Przepuszczone przez firanki światło padało na środek pokoju, z ulicy dochodziły ciche dźwięki miasta. Stukot kół jadącego na dole tramwaju wyrwał mnie z otępienia. Mieszkanie wyglądało tak, jakby nikogo oprócz mnie w nim nigdy nie było. Jeśli Wiktor i Zo wyszli gdzieś razem, dlaczego mnie nie obudzili? Przysiadłam na krawędzi kanapy. Niemożliwe, żeby wybrali się gdziekolwiek beze mnie. Zo zwykle spała dłużej niż ja, była typem sowy, markowała w nocy, odsypiała w dzień. Nie wiem, jaka diabelska siła mogłaby ściągnąć ją z łóżka o tak wczesnej porze. Na stole stał dzbanek z zaparzoną herbatą. Dotknęłam go, był jeszcze ciepły. W zlewie tkwiły dwa brudne kubki. Przeszłam dalej, do przedpokoju. Na wieszaku wisiał mój płaszcz, ale nie było kurtki Wiktora ani skórzanej baskijki Zo. Nie było też ich butów ani podręcznego plecaka Wiktora. Naprawdę musieli gdzieś wyjść. Nie obudzili mnie, a przecież miałam wstać wtedy, kiedy wstanie Wiktor. Tak mu obiecałam. Miałam nadzieję, że zaraz wyjaśni się ta zagadka, usłyszę zgrzyt kluczy w zamku i w progu stanie Wiktor w swoich butach do biegania albo Zo ze świeżymi bułeczkami w torbie. Spojrzałam w kierunku szafy. Chwyciłam gałkę i pociągnęłam ją, stare zawiasy cicho pisnęły i moja ręka zawisła w półce była tylko jedna walizka. 4Czekałam. Minęły trzy godziny, odkąd Wiktor i Zo zniknęli. Próbowałam przypomnieć sobie krok po kroku cały wczorajszy wieczór w poszukiwaniu jakiegoś znaku lub wskazówki, która podpowiedziałaby mi, dokąd mogli beze mnie pójść. Może rozmawialiśmy o czymś, co teraz mi umknęło, może na coś się umawialiśmy, a ja po dużej ilości wina i z bólem głowy tego nie zarejestrowałam? Może gdzieś na mnie czekają, może miałam do nich przyjść, gdy się wyśpię, gdy mi się polepszy? A może to była kontynuacja wczorajszej urodzinowej zabawy… jakiś żart, głupi dowcip… tylko na czym miałby on polegać?Nic nie przychodziło mi do głowy, żaden szczegół nie wydawał się dostatecznie ważny, żaden moment dostatecznie rano musiałam oddać klucze do mieszkania. Nasz wynajem się kończył, mieliśmy ruszyć przecież na południe. Zastanawiałam się, co zrobię, jeśli Wiktor i Zo nie pojawią się do tego czasu, jeśli nie powrócą. Czy powinnam pójść wtedy na policję? Zgłosić zaginięcie dwóch osób? Czy możliwe, że stało im się coś złego? Wyjrzałam przez okno od kuchni — do ziemi było blisko, mogłabym łatwo zeskoczyć, nic by mi się nie stało. Równie dobrze ktoś mógłby wspiąć się w drugą stronę: z ulicy do środka. To była stara kamienica, pierwsze piętro tak naprawdę było półpiętrem, okna umieszczono nisko nad chodnikiem. Wystarczyło stanąć na kwietniku, sięgnąć naszego parapetu i się podciągnąć. Dla kogoś sprytnego to żaden kłopot. Czy możliwe, żeby ktoś wszedł tutaj w nocy, rozpylił gaz… nie, nie, nie powinnam myśleć w ten sposób. Ja też tutaj byłam, dlaczego mnie miałby ktoś oszczędzić, a Wiktorowi i Zo zrobić krzywdę. Poza tym Wiktor i Zo zabrali swoje rzeczy. Gdyby coś im się przytrafiło, ich walizki nadal by tutaj lodówkę. Leżały w niej tylko jajko, pomidor i garść oliwek zakupionych wczoraj na targu przy Cais do Sodré. Chciałam kilka zjeść, ale mój żołądek zacisnął się w pięść, nie byłam w stanie nic przełknąć. Sięgnęłam po telefon i po raz kolejny wybrałam numer Wiktora. Czekałam, aż odbierze, aż przerywany sygnał zmieni się w nosowe „halo” mojego narzeczonego, aż usłyszę jego głos pełen ulgi „nareszcie, Inez!”, ale nic takiego się nie stało. Zo również nie odbierała. Po prostu zapadli się pod się, nie wypuszczając telefonu z rąk, na wypadek gdyby jednak zawibrował. Czułam się w tym mieszkaniu nieswojo. Było przestronne i jasne, a jednak już mi się nie podobało. Nie mogłam pozbyć się przekonania, że wydarzyło się tu coś złego. Że ktoś tu był, kiedy ja spałam, bezbronna i nieświadoma. To tak jakby za moimi plecami czaiło się śmiertelne niebezpieczeństwo, a ja nadal opalałabym się na leżaku. Głupio i bezmyślnie, ryzykując chłodny powiew wiatru za plecami i mimowolnie zadrżałam. Firanki poruszyły się i na moment wybrzuszyły. Podeszłam do okna, niebo w ciągu kilku chwil zdążyło zaciągnąć się szarymi chmurami, które nadpływały z jednego kierunku, przegrupowywały się, aż wreszcie szczelnie zakryły błękit, obecny jeszcze parę minut temu na niebie. Zbierało się na porządny deszcz. Zamknęłam wszystkie okna i przymknęłam wewnętrzne okiennice. Po mieszkaniu rozlała się cisza, która natychmiast zakłuła mnie w uszy. Zniknęło ciepłe południowe światło, przedmioty nabrały nagle wyrazistości. Dopiero teraz zauważyłam leżącą na stole pomiętą kartkę i zostawiony na niej długopis. Podeszłam szybko i podniosłam ją. Nie widniała na niej jednak ani jedna litera, ani jedna kropka. Tak jakby ktoś zamierzał coś napisać, ale nie zdążył lub się krople załomotały o parapet i zaraz potem deszcz z całą siłą uderzył w ulicę. Tutaj, za zamkniętymi oknami, słuchać było jednak tylko jednostajny szum. Nie wiem, ile to trwało, ile czasu siedziałam w bezruchu, trzymając w dłoni pustą kartkę. Wydawało mi się, że czas przestał płynąć, zawiesił się, nie przynosił żadnych potrafiłam zostać dłużej w mieszkaniu. Kiedy szum za oknem ucichł, wyszłam na ulicę. Na zewnątrz już nie padało. Powietrze pachniało mokrą gliną i przyjemnie chłodziło, ale ulica była śliska i należało ostrożnie stawiać kroki na nierównym lizbońskim bruku. W powietrzu wszystko było widać jak przez mgłę, jak przez zaparowane lustro. Ludzie gdzieś zniknęli, cały ten tłum przemieszczający się niedawno w kierunku Alfamy i z powrotem musiał gdzieś się schronić przed ulewą. Tylko jakiś ptak pojawił się na niebie, zrobił kółko nad moją głową i — nie poruszając skrzydłami — poszybował dalej. Nie podobało mi się to. Chwyciłam kamyk i rzuciłam go pod nogi. Nic, cisza. Czy ja z rozpaczy ogłuchłam? Usiadłam na ławce i zamknęłam oczy. Na całej ulicy słychać było tylko bicie mojego serca. Musiałam się uspokoić, wziąć kilka głębszych oddechów, policzyć do dziesięciu. Zacisnęłam pięści i wbiłam paznokcie w skórę. Tak, przynajmniej to było realne. Ból. Wszystko inne wydawało się złym snem, ale miałam nadzieję, że zaraz się on skończy i będzie jak dawniej, jak wcześniej. Znów powiał wiatr i poczułam na twarzy kilka zimnych kropel, które skapnęły gdzieś z góry. Musiałam siedzieć tak dobrych kilka minut, bo kiedy otworzyłam oczy, ulica była już inna. Teraz szli po niej ludzie, niektórzy pojedynczo, inni zbici w grupki, środkiem drogi jechał rozpędzony tuk-tuk. Po mgle ani śladu, kamienice nabrały kolorów, słońce zaczynało przebłyskiwać zza w stronę najbliższego sklepiku. Był tak mały, że zza sterty zgrzewek z wodą mineralną, ustawionych jedna na drugiej, prawie nie było widać sprzedającego. To było jedno z tych miejsc, w których można kupić wszystkie „przydasie” — od świeżych owoców po waciki do demakijażu, od papierosów po podręczny zestaw śrubokrętów i kiczowatych magnesów na lodówkę. Sprzedawca, starszy Azjata, siedział za ladą otoczony towarami i czytał gazetę. Podsunęłam mu pod nos komórkę ze zdjęciem Wiktora i zapytałam, czy widział tego mężczyznę. Podniósł głowę znad lektury i przyjrzał się zdjęciu. Przeniósł wzrok na mnie i patrzył przez chwilę, jakby sobie coś przypominał. Prosiłam w duchu, żeby potrafił mi pomóc.— Tak — oświadczył wreszcie. — Widziałem.— Naprawdę? Naprawdę go pan widział? — ucieszyłam się. Nareszcie jakiś ślad.— Oczywiście. — Sprzedawca skinął głową zadowolony, że okazał się przydatny.— Kiedy?— Kiedy… — wymamrotał, szperając w pamięci. — Nie dalej jak wczoraj.— Ach, wczoraj. — Spuściłam wzrok. Wczoraj jeszcze wszystko było normalne, wczoraj wszystko było piękne. — Był sam?— Nie. — Spojrzał na mnie jakoś dziwnie. — Był razem z brwi, gorączkowo szukając jakiegoś wspomnienia z mojej rzekomej wczorajszej wizyty w tym miejscu. Byłam pewna, że jestem tu po raz pierwszy. Nie mogłam sobie przypomnieć, żebym kiedykolwiek wcześniej odwiedziła ten mały kantorek z towarami, a tym bardziej, żebym widziała wcześniej tego starszego Azjatę. Ale skoro on mnie widział, to ja musiałam widzieć jego, prawda?Wyszłam na zewnątrz z dziwnym uczuciem dezorientacji. Wciągnęłam mocno powietrze, które teraz niosło zapach słodkich kwiatów i ruszyłam w drogę. Chciałam przejść całą ulicę, na której mieszkaliśmy, całą długą Rua wzdłuż i wszerz, zaglądając do wszystkich bocznych uliczek i zakamarków. Przez kolejne godziny wchodziłam do sklepów i sklepików, zajrzałam do rzeźnika, który chciał mnie częstować szynką, i do golibrody, u którego musiałam przekrzyczeć głośne radio, weszłam do kawiarni pełnej turystek w ciemnych hidżabach i baru, w którym starsi panowie nie chcieli ze mną rozmawiać, ponieważ w telewizji grał Sporting CP. Pytałam przechodniów: „Przepraszam, widziała pani może tego chłopaka?”, podsuwając żwawej kobiecinie pod nos zdjęcie Wiktora, „Przepraszam, pan może widział? Przepraszam, a pan? Przepraszam, przepraszam…”.Wieczorem padłam na łóżko. Nienaturalnie jasne światło księżyca wdzierało się do pokoju, sprawiając, że wszystkie przedmioty i meble wyglądały jak rekwizyty na scenie — jak nierealne, smutne rekwizyty, których nikt nie chciał już używać. Ta poduszka, na której leżał Wiktor, ten fotel, w którym sprawdzałam rozkład pociągów jadących na południe, to krzesło, na którym Zo jadła śniadanie… Czy naprawdę jeszcze wczoraj byliśmy tutaj wszyscy razem, we trójkę? A może mi się to śniło? Światło księżyca powoli przesuwało się na kolejne przedmioty, uwydatniając ich absurdalność, a ja powtarzałam jak mantrę w myślach: to tylko księżyc, to tylko księżyc, nic więcej. Z całego serca dziękujemy wszystkim, którzy kiedykolwiek pomogli lub w dalszym ciągu pomagają nam i Adasiowi w walce o jego życie. Przede wszystkim dziękujemy naszym Wspaniałym Rodzinom - Babci Irence, Babci Krzysi, Dziadkowi Zbyszkowi, Wujkowi Konradowi i Cioci Oli i Wujkowi Jackowi - za nieustającą, ciągłą pomoc w każdej dziedzinie, za wsparcie i za tę ogromną miłość, którą darzycie Adasia. Dziękujemy Naszym Przyjaciołom - Ani D., Sylwii N., Kasi P., Ani K., Beatce K., Natalii J., Asi K., Ani i Pawłowi S., Emilce W. - za wsparcie, pomoc, serce dla Adasia i za to, że okazali się tymi, którzy dali się poznać w biedzie. Dziękujemy Lekarzom i Pielęgniarkom, którzy wraz z nami walczą o Adasia, którzy są gotowi do pomocy, gdy ich potrzebujemy i oprócz wiedzy i profesjonalizmu dają Adasiowi również serce. Dziękujemy za to, że nigdy nie usłyszeliśmy, że Adaś "nie rokuje" i że nie warto. Dziękujemy: Pani Doktor W., genetyk z Gdańska oraz Lekarzom i Pielęgniarkom z Oddziału Patologii Wieku Niemowlęcego AM w Gdańsku, zwłaszcza Pani Doktor J. Pani Doktor S., pediatrze ze Słupska oraz Pielęgniarkom z Przychodni Dziecięcej przy ul. Wojska Polskiego w Słupsku Pani Doktor M-B., neurolog z Gdańska Pani Doktor M., neurolog z Gdańska Pielęgniarkom z Oddziału Neurologii Rozwojowej AM w Gdańsku Pani H., pielęgniarce ze Słupska Pani Doktor B., endokrynolog z Gdańska Lekarzom i Pielęgniarkom z Hospicjum Dziecięcego w Koszalinie Dziękujemy moim przyjaciółkom terapeutkom, za stałą i profesjonalną rehabilitację Adasia, za miłość, którą darzą naszego synka, za ich codzienną walkę o każdy jego najmniejszy postęp, za to, że Adasiowa rehabilitacja nigdy nie była uzależniona od naszych finansów. Dziękujemy: Terapeutkom z Ośrodka "Dać Skrzydła" w Słupsku - Ani D., Sylwii N. i Kasi P. Ani K. i Fundacji "Dogonić świat" ze Studzienic, za stworzenie warunków do opieki nad naszym synkiem i innymi potrzebującymi dziećmi Całemu Ośrodkowi dla Dzieci Niewidomych w Sobieszewie Dziękujemy Księdzu Bolesławowi z Siemianic, za wszystkie ciepłe słowa i wspaniałe gesty oraz za ciągłą gotowość do pomocy. Dziękujemy wszystkim, którzy przekazali Adasiowi 1% podatku oraz darowizny finansowe, dzięki czemu możemy zapewnić synkowi taki sprzęt i warunki, jakich potrzebuje. Dziękujemy tym wszystkim, którzy wspierają nas i Adasia dobrym słowem i modlitwą, dzięki czemu wciąż mamy siłę do walki. Dziękujemy też tym wszystkim, którzy spotkawszy Adasia na swojej drodze, po prostu pomagają, czyniąc to, co w danym momencie mogą zrobić - Pani Renatce T., Pani Joli, mamie Oliwki. Dziękujemy rodzicom innych chorych dzieci, za kontakt, rady, wsparcie i poczucie, że nie jesteśmy sami. Dziękujemy Emilce, mamie Laury; Monice, mamie Bartunia; Gosi, mamie Adasia; Agnieszce, mamie Patrysia, Justynie, mamie Tomka. Dziękujemy Czytelnikom Adasiowego bloga za wsparcie słowami, czynami i myślą. Wszystkim tym, o których nie wspomnieliśmy w tych podziękowaniach, dziękujemy podwójnie. Od czasu narodzin Adasia spotkaliśmy na swej drodze tak wielu dobrych ludzi - wszystkim z całego serca dziękujemy! Patrycja i Krzysiek, rodzice Adasia GODZINA ŚWIĘTA Z BOŻYM SERCEM Godzina Święta jest jedną z najpiękniejszych praktyk miłości w nabożeństwie do Jezusowego Serca, jest wynagrodzeniem Chrystusowi za nasze grzechy. W nocy z czwartku na piątek oddajemy się gorącej modlitwie rozmyślając o Jego męce. Czynimy to na Jego wzór, kiedy to modlił się w Ogrodzie Oliwnym przeżywając trwogę zbliżającej się męki i konania. „A we wszystkie noce z czwartku na piątek dam ci uczestnictwo w tym śmiertelnym smutku, który odczułem w Ogrodzie Oliwnym. I żeby Mi towarzyszyć w tej pokornej modlitwie, którą zanosiłem wówczas do mego Ojca wśród wszystkich Moich udręczeń, będziesz wstawać między godziną jedenastą a północą, by w ciągu godziny klęczeć wraz ze Mną z twarzą pochyloną ku ziemi. A czynić to będziesz tak dla uśmierzenia gniewu Bożego, błagając o miłosierdzie tak dla grzeszników, jak dla złagodzenia w pewien sposób goryczy, którą czułem z powodu opuszczenia Apostołów, tak iż musiałem czynić im wyrzuty, że nie mogli czuwać ze Mną jednej godziny” – powiedział Pan Jezus do św. Małgorzaty Marii. Godzinę świętą można odprawiać w kościele w obecności Najświętszego Sakramentu, ale również w jakimkolwiek innym miejscu; we wspólnocie lub prywatnie. Ważne jest, by w czasie tego nabożeństwa całym sercem zbliżyć się do Jezusowego Serca i rozmyślać nad Jego męką i śmiercią lub nad Jego niepojętą miłością objawioną nam w ustanowieniu Najświętszego Sakramentu. Zachętą do odprawiania Godziny Świętej mogą dla nas stać się słowa, które Pan wypowiedział do Rozalii Celakówny: „Moje dziecko, kochaj Mnie bardzo. Niech twa miłość wynagrodzi Mi brak jej u innych dusz, bo nie Jestem kochany przez Moje stworzenia. Miłość zastąpi wszystko!”. „Patrz! Ile Ja wycierpiałem na krzyżu za grzechy ludzkie, a jaka Mnie spotkała wdzięczność? Ile dusz wzgardziło Mną, nawet przyjaciele! Czyż Moje Serce nie cierpiało wtedy niewymownych katuszy z powodu niewdzięczności doznanej? Więc ty, dziecko, wynagradzaj Mi, zwłaszcza za kapłanów i za wszelką niewdzięczność!” Nabożeństwo to, winno obfitować w bogate rozważania, pełne miłości i wdzięczności akty uwielbienia i przebłagania za grzechy. Każdy kto ceni sobie to nabożeństwo i trwa przy cierpiącym Zbawicielu podczas tej modlitwy jest prawdziwym przyjacielem Serca Jezusa. Słowa Jezusa wiązały się z wydarzeniami, do których doszło w Ogrójcu w nocy poprzedzającej dzień Jego śmierci na krzyżu. Mówią o tym Ewangelie. Gdy Jezus przyszedł do Ogrodu Oliwnego, oddalił się od swych uczniów, aby się modlić. Im zaś polecił czuwanie. Św. Mateusz pisze, że gdy Jezus wrócił, zastał uczniów śpiących. Obudził więc Piotra i czynił mu wyrzuty: „Tak, jednej godziny nie mogliście czuwać ze mną? Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe”. Gdy znów oddalił się na modlitwę i wrócił po niej do uczniów, ponownie zastał ich śpiących. (źródło: Idź do góry => 21 SPOSOBÓW MODLITEWNEGO UWIELBIENIA. PRZEWODNIK O ADORACJI EUCHARYSTYCZNEJ – Vinny Flynn znów to uczynił! Zabawnym, przystępnymi pełnym wiary językiem daje nam jeszcze jeden klucz do otwarcia tajemnicy miłości Chrystusa Eucharystycznego. Tym razem mówi nam, jak „być sobą” wobec Rzeczywistej Obecności Pana. Ta książka jest czymś więcej niż tylko kolejną nabożną lekturą; ona naprawdę uczy nas, jak się modlić i czyni to w sposób święty, dowcipny i ludzki. Ciesz się tą książką. Ciesz się Panem… Godzina Święta Godzina święta jest jedną z pobożnych praktyk ku czci Serca Jezusa. Jest wyrazem wynagrodzenia związanego z tym kultem. Początków jej należy doszukiwać się w Ogrójcu. Sam Pan Jezus w objawieniach św. Małgorzacie Marii na to wskazał. W Ewangelii według św. Łukasza czytamy: „Potem wyszedł i udał się, według zwyczaju, na Górę Oliwną; towarzyszyli Mu także uczniowie. Gdy przyszedł na miejsce, rzekł do nich: . A sam oddalił się od nich na odległość jakby rzutu kamieniem, upadł na kolana i modlił się tymi słowami: Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie! ” (Łk 22,39-42). Chrystus modlił się w Ogrodzie Oliwnym w nocy z czwartku na piątek. Po ustanowieniu sakramentu Eucharystii oraz kapłaństwa, gdy objawił nam, że „do końca nas umiłował”, udał się do Getsemani, by przygotować się na mękę i śmierć krzyżową. Dlatego odprawianie Godziny św. łączy się z nocą Wielkiego Czwartku oraz z każdym czwartkiem przed pierwszym piątkiem miesiąca. Nabożeństwo to ma różne cele do spełnienia. Ogólnie można powiedzieć, że jego celem jest wynagrodzenie za niewdzięczność wobec Serca Jezusa. W Paray-le-Moniale Chrystus mówił do św. Małgorzaty Marii: „A we wszystkie noce z czwartku na piątek dam ci uczestnictwo w tym śmiertelnym smutku, który odczułem w Ogrodzie Oliwnym. I żeby mi towarzyszyć w tej pokornej modlitwie, którą zanosiłem wówczas do mego Ojca wśród wszystkich moich udręczeń, będziesz wstawać między godziną jedenastą a północą, by w ciągu godziny klęczeć wraz ze mną z twarzą pochyloną ku ziemi. A czynić to będziesz tak dla uśmierzenia gniewu Bożego, błagając o miłosierdzie tak dla grzeszników, jak dla złagodzenia w pewien sposób goryczy, którą czułem z powodu opuszczenia Apostołów, tak iż musiałem czynić im wyrzuty, że nie mogli czuwać ze mną jednej godziny”. Odpowiadając na ten apel, w klasztornej kaplicy Sióstr Wizytek w Parayle-Moniale św. Małgorzata czuwała pogrążona w pokornej modlitwie. Duchem przenosiła się na Górę Oliwną, by uczcić bolesne konanie Jezusem oraz być z Nim wtedy, gdy Jego Serce niewysłowione cierpiało boleści. Wtedy była ona w sposób szczególny zjednoczona z cierpiącym Chrystusem. Ta prywatna praktyka, związana z tzw. trzecim wielkim objawieniem Pana Jezusa św. Małgorzacie w roku 1674, została rozszerzona na cały Kościół i nazwana Godziną świętą. Do jej rozwoju przyczyniło się powstałe Apostolstwo Godziny Świętej, Apostolstwo Modlitwy oraz Apostolstwo Wynagrodzenia. Sposób jej odprawiania kształtował się w ciągu wieków. W różnych publikacjach na ten temat widać, że autorzy rozmaicie pojmują istotę tego pobożnego ćwiczenia. Na ogół wyróżnia się trzy sposoby odprawiania Godziny świętej: 1. Jedni pojmują ją jako pobożne nabożeństwo odprawiane ku czci Serca Jezusa. 2. Inni, pamiętając o początkach tego nabożeństwa, kładą nacisk na jego wynagradzający charakter i żądają, aby modlitwy podczas niego odmawiane miały za cel wynagrodzenie Sercu Jezusa. 3. Jeszcze inni, kładąc nacisk na charakter wynagradzający tego nabożeństwa, starają się, aby modlitwy i rozważania odnosiły się do męki i śmierci Zbawiciela oraz aby Mu wynagradzać za grzechy własne i całego świata. Papież Pius XI w encyklice Miserentissimus Redemptor wydanej w 1928 roku, a poświęconej powszechnemu obowiązkowi wynagrodzenia Najświętszemu Sercu Jezusa nazywa Godzinę świętą praktyką miłości i wynagrodzenia. Pisze w tym dokumencie, że Pan Jezus zlecił dwie pobożne praktyki św. Małgorzacie Marii: „(…) by przyjmowali z intencją ekspiacyjną tzw. Komunię wynagradzająca oraz by praktykowali nabożeństwo nazwane słusznie Godziną świętą, oddając się przez pełną godzinę modlitwie i pokutnym błaganiom” (nr 6). Kościół wypowiedział się oficjalnie na temat formy tego nabożeństwa dopiero w 1933 roku przez specjalny dekret Penitencjarii, która ustanowiła odpusty związane z tym nabożeństwem. W wymienionym dokumencie stwierdzono, że modlitwy w czasie Godziny świętej „(…) do tego głównie zmierzają, by przypomnieć wiernym Mękę i Śmierć Jezusa Chrystusa i pobudzić ich do rozważania i uczczenia Jego płomiennej miłości, dzięki której ustanowił Boską Eucharystię, pamiątkę Męki swojej, oraz do zadośćuczynienia i wynagrodzenia za swoje i cudze grzechy. Jan Paweł II w liście apostolskim do wszystkich biskupów z 1980 roku o kulcie Najświętszej Eucharystii wymienia Godzinę świętą wśród wielu różnych form pobożności eucharystycznej. Godzinę świętą można odprawiać w kościele w obecności Najświętszego Sakramentu, ale również w jakimkolwiek miejscu. Ważne jest, by w czasie tego nabożeństwa rozmyślać nad męką i śmiercią Chrystusa lub nad Jego niepojętą miłością objawioną nam w ustanowieniu Najświętszego Sakramentu. Nabożeństwo składa się z rozważania, śpiewów odpowiednich pieśni oraz aktów uwielbienia i przebłagania za grzechy. Kościół kładzie szczególny nacisk, aby w jego czasie w szczególny sposób wynagradzać za grzechy własne i całego świata. Godzinę świętą można odprawiać w kościele wspólnotowo bądź prywatnie, albo we własnym domu. Znane są grupy osób, które zbierają się, aby ją odprawiać i okazać miłość naszemu Zbawicielowi. Są to prawdziwi przyjaciele Serca Jezusa, ceniący sobie to nabożeństwo. Przeżywają je w takim duchu, jak napisał to w wierszu Getsemani śp. ks. Adam Nawalaniec SCJ (+1963): „Patrzę na Ciebie i widzę, że jesteś Samotny, Mistrzu. Sam… Jeden… Samotny. bez Przyjaciela… bez duszy czującej współwiernie z Tobą – przy Tobie, tu ­blisko – Nikogo… Próba jakżeż przechodząca pojęcie wszelkie… Bóg – Stwórca Wszechrzeczy: czasu, przestrzeni, atomów, energii, życia, dusz, łaski, społeczeństw – sam w proch się uniża. I na naszej ziemi, Przez czasów różnych i długich koleje Krwią Twą zroszonej obficie, Masz serce wierne… serca miłujące Twą miłością: mężne i czułe. Wlej w nie, o Panie, Twą łaskę obficie, Rozpal w nich przebój i miłość nad miarę, Aby te serca spłonęły w ofierze, By trwały wiernie przy Tobie w Godzinie, Strasznej Agonii Getsemańskiej – wtedy: Teraz – w Godzinach Konania Wiekowych. Amen”. (źródło: Idź do góry => Serce Jezusa. Rozważania -O. Tadeusz Chromik SJ – o. Józef Chromik SJ, doświadczony katecheta i rekolekcjonista, długoletni dyrektor Apostolstwa Modlitwy, komentuje kolejne wezwania litanii, aby pomóc w zrozumieniu fundamentów chrześcijańskiej wiary, zwłaszcza osobom, które nie zetknęły się z literaturą teologiczną… Godzina Święta – Nabożeństwo (Godzinę Świętą odprawia prywatnie lub publicznie, przed wystawionym Najświętszym Sakramentem, na pamiątkę modlitwy Chrystusa w Ogrójcu. Ofiarowuje się ją w intencji przebłagania Go za nasze Godzinie Świętej modlimy się także o powołania kapłańskie i zakonne.) Pieśń: „Bądźże pozdrowiona, Hostyjo żywa” WYZNANIE WIARY P: Wierzymy, Panie Jezu Chryste, że z nieskończonej miłości ku nam ustanowiłeś Najświętszy Sakrament. Prosimy Cię, wołając: W: O Jezu, umocnij naszą wiarę! – Wierzymy, że w każdej Mszy Świętej przez posługę kapłana przemieniasz mocą Ducha Świętego chleb i wino w Ciało i Krew swoją. – – Wierzymy, że w tej Hostii Najświętszej jesteś obecny z Ciałem i Krwią, Duszą i Bóstwem, jako nasz Bóg, Zbawiciel i Król. – – Wierzymy, boś Ty sam to objawił, bo tak naucza Twój święty katolicki – Wierzymy silniej, aniżeli gdyby Cię oglądał nasz wzrok i dotykała ran Twoich nasza ręka, bo zmysły oszukać nasz mogą, ale wiara nigdy. – P: O Jezu, umocnij naszą wiarę, abyśmy Cię widzieli nie tylko okiem wiary, ale także okiem miłości i byli zawsze miłymi Sercu Twojemu, W: Amen Pieśń np „Ja wiem w kogo ja wierzę” UWIELBIENIE P: Z najgłębszą wiarą, pokorą i miłością upadamy do stóp Twoich, Boże utajony, i oddajemy Ci pokłon. Wielbimy Bóstwo i człowieczeństwo Twoje, ukryte pod postacią chleba, prosząc: W: Przyjmij, Jezu nasze uwielbienie! – Wielbimy Ciało Twoje za nas przybite do krzyża i Krew Twoją za nas przelaną – – Wielbimy Serce Twoje zawsze dla nas otwarte – – Wielbimy za siebie i za tych, którzy Ciebie nie znają albo, co gorsza, słowem i życiem znieważają – – Wielbimy Cię wraz ze wszystkimi na ziemi i w czyśćcu, wraz ze Świętymi i Aniołami w niebie, wraz z Królową naszą, Bogarodzicą Maryją – P: Wielbimy Ciebie, Synu Boga żywego, z Ojcem i Duchem Świętym. W: Święty, Święty, Święty Pan, Bóg Zastępów. Niech będzie uwielbiony Przenajświętszy Sakrament teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen Pieśń: „Twoja cześć, chwała” DZIĘKCZYNIENIE P: Przyjmij, o Jezu nasze dziękczynienie za wszystkie Twoje łaski, a szczególnie za ten nieoceniony dar Twojej miłości. Wołamy do Ciebie: W: Dziękujemy ci Jezu! – Za to, żeś ustanowił Najświętszy Sakrament Ołtarza – – Za to, że od dwudziestu wieków ofiarowujesz się codziennie, uobecniasz swoją ofiarę – – Za to, że jesteś obecny nieustannie w tylu kościołach na całym świecie – – Za to, że nas karmisz i uświęcasz Ciałem i Krwią Swoją – – Za to, żeś i nas powołał do Wieczernika Swego, którym jest Kościół Twój święty, i pozwalasz nam zasiadać do Uczty Eucharystycznej – – Za to, że od tylu lat przebywasz w naszej świątyni – – Za to, że przyjmujesz nasze hołdy, słuchasz naszych próśb, i błogosławisz Twemu ludowi – Pieśń: „Chwała i dziękczynienie” lub „Dzięki o Panie, składamy dzięki” PRZEPROSZENIE P: Panie Jezu, Boże utajony, z głębi serc naszych przepraszamy Cię za wszystkie zniewagi, jakie od początku aż dotąd znosisz. W: Przepraszamy Cię, Panie! – Za wszystkie grzechy, bluźnierstwa i obelgi – – Za wszelkie zaniedbania w niedzielnej i świątecznej służbie Bożej – – Za opuszczanie Komunii świętej wielkanocnej i Wiatyku oraz za niegodne lub niepobożne przyjmowanie Ciała i Krwi Twojej – – Za wszelkie nieuszanowania popełnione w świątyniach Twoich – – Za wszystkie nasze grzechy i niewierności – – Za wszelką niewdzięczność okazaną Ci przez ludzi – Pieśń: „Serce Twe, Jezu miłością goreje” OFIAROWANIE P: Ofiarujemy Boskiemu Sercu Twojemu siebie samych i wszystko nasze, jakoś Ty oddał siebie samego. Ofiarujemy rozum, by Cię coraz doskonalej poznawał, i serce, by Cię coraz goręcej miłowało, i wolę, by Twej woli coraz wierniej słuchała, i całe życie nasze, by płonęło na Twoją chwałę, i całą wieczność naszą, by w niej czcić i miłować Cię bez końca. Naszą szczerą wolę ofiary wyrazimy słowami: W: W ręce Twoje oddaję, o Panie! – W ręce Twoje oddaję, Panie, siebie samego, życie i śmierć moją – – Wszystkie moje pragnienia, zamiary i prace – – Wszystkie moje radości i wszystkie moje smutki – – Moje powodzenie i niepowodzenia – – Wszystkich, których kocham i którzy mnie kochają – – Przyjaciół, ich dobro i uświęcenie, wrogów i nasze pojednanie – – Nasze rodziny i całe społeczeństwo – – Twój Kościół i Najwyższego Pasterza – – Głodnych, spragnionych, osieroconych i bezdomnych – Pieśń: ” Wszystko Tobie dziś oddaję” P: Módlmy się, jak nas nauczył Pan nasz, Jezus Chrystus: W: Ojcze Nasz…. MODLITWA PRZED BŁOGOSŁAWIEŃSTWEM K: Módlmy się: Boże, który w przedziwnym Sakramencie zostawiłeś nam pamiątkę Swej Męki, dozwól, prosimy, taką czcią otaczać święte tajemnice Ciała i Krwi Twojej, abyśmy nieustannie doznawali w sobie owoców Twego odkupienia. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków. W: Amen. (źródło: Modlitewnik „Droga do nieba”) Idź do góry => SERCE JEZUSA. POCZĄTEK I PRZEZNACZENIE CZŁOWIEKA – Jerzy Zieliński OCD – Im głębiej wejdziesz w Jego Serce, tym więcej Bożych tajemnic otworzy się przed tobą i świętsze stanie się twe życie. Im bardziej oddasz Mu się na własność, tym pełniej uczestniczyć będziesz po śmierci w niezgłębionej naturze Trójjedynego Boga…. Rozważanie świętej Agonii autorstwa O. Pio Duchu Święty, oświeć mój umysł i rozpłomień me serce w rozważaniu Męki Jezusowej. Pomóż mi przeniknąć to misterium miłości i cierpienia mojego Boga, który, stawszy się człowiekiem, cierpi, kona, umiera dla mnie. Wieczysty, nieśmiertelny, zniża się by poddać się niesłychanemu męczeństwu, okropnej śmierci na krzyżu, pośród zniewag, drwin i bluźnierstw, pragnąc ocalić swoje stworzenie, które obraziło Go i które tarza się w błocie grzechu. Człowiek lubuje się w grzechu, a Bóg, z powodu grzechu, jest smutny aż do śmierci. Męki okrutnego konania sprawiają, że zrasza Go krwawy pot… Pod koniec swego ziemskiego żywota, oddawszy się nam całkowicie w Sakramencie swojej Miłości idzie Pan do Ogrodu Oliwnego, znanego uczniom, również i Judaszowi. Po drodze poucza ich i przygotowuje do swojej rychłej Męki. Zachęca ich, aby z miłości do Niego znosili kalumnie, prześladowania aż do śmierci, chce przemienić ich na swoje podobieństwo, swój Boski wzór. W chwili wkroczenia w gorzką Mękę nie myśli o sobie, lecz o tobie… W ogrodzie Mistrz oddala się od uczniów, w towarzystwie tylko trzech świadków swojej Agonii: Piotra, Jakuba i Jana. Czy, widziawszy Go przemienionego na górze Tabor, potrafią rozpoznać Człowieka – Boga w tej istocie przygniecionej śmiertelną trwogą? Wchodząc do ogrodu polecił im: “Zostańcie tutaj! Czuwajcie i módlcie się, byście nie ulegli pokusie”. Czuwajcie, gdyż nieprzyjaciel nie śpi. Zawczasu uzbrójcie się w oręż modlitwy, abyście nie zostali zaskoczeni i wciągnięci w grzech. Oto godzina mroków. Oddaliwszy ich odchodzi na rzut kamieniem i kładzie się twarzą ku ziemi. Jego dusza tonie w morzu goryczy i nieprzeniknionego smutku. Zrobiło się późno. Złowieszcze cienie przemykają w bladą noc. Księżyc wydaje się nabrzmiały krwią. Wiatr porusza drzewami i przenika do kości. Cała przyroda zdaje się drżeć w tajemnym przestrachu. O nocy, jakiej nie było! Oto miejsce, gdzie Jezus się modli. Odziera swoje Święte człowieczeństwo z siły, do jakiej ma Ono prawo, zjednoczone z Osobą Boską. Zanurza je w czeluść smutku, trwogi, upodlenia. Jego Duch wydaje się pogrążony… Widzi już teraz całą swoją Mękę. Widzi tak kochanego apostoła Judasza, który sprzedaje go za kilka groszy… Oto spieszy drogą do Getsemani, by zdradzić Go i wydać! Czyż niedawno nie nakarmił go swoim Ciałem, nie napoił swoją Krwią? Na kolanach umył mu stopy, przytulił do Serca, ucałował je. Czyż nie uczynił wszystkiego, by zatrzymać go na skraju świętokradztwa lub przynajmniej skłonić do skruchy? Ale na nic to się zdało, Judasz gna ku zatraceniu… Jezus płacze. Widzi siebie, wleczonego po ulicach Jerozolimy, gdzie jeszcze kilka dni temu obwoływano Go Mesjaszem. Widzi jak policzkują Go przed Najwyższym Kapłanem. Słyszy wrzaski: “Niech zginie”! On, Twórca Życia, wleczony niby ludzki łachman od jednego do drugiego trybunału. Lud, Jego lud, tak miłowany, tak obdarowywany, wygwizduje Go, popycha, żąda głośno Jego śmierci i to jakiej! Śmierci na krzyżu. Słyszy fałszywe oskarżenia. Widzi, jak biczują Go, nakładają koronę z ciernia, wyśmiewają, oddają Mu pokłony, jak przed fałszywym królem. Widzi jak skazują Go na krzyż, jak pnie się na Kalwarię, upadając pod ciężarem, chwiejąc się, zwalając na ziemię… Oto już na górze, odarty z szat, rozciągniety na krzyżu, bezlitośnie przybity, wzniesiony między niebem i ziemią. Zwisa bezsilnie przytwierdzony gwoździami, cierpiąc niewymownie. Boże mój! Jakże długa to, trzy godziny trwająca agonia, pośród wrzasków motłochu, pijanego gniewem! Widzi, jak gardło i wnętrzności pali mu ogniste pragnienie, które ugasić ma ocet i żółć. Widzi swego Ojca, który opuszcza Go, i swoją Matkę, złamaną bólem. Śmierć następuje pośród dwu złoczyńców. Jeden wyznaje swoje winy i może być ocalony, lecz drugi bluźni i kona potępiony. Widzi zbliżającego się z włócznią Longinusa, który przebije Mu serce. I oto dokonało się najgłębsze poniżenie ciała i duszy, które rozdzielają się… Widzi ˙wszystko ˙po kolei, scenę za sceną, a widok ten przytłacza Go i przeraża. Czy cofnie się? Od pierwszej chwili wszystko przyjął, na wszystko się zgodził. Dlaczego zatem to krańcowe przerażenie? Bo wystawił swoje święte człowieczeństwo niczym tarczę, w którą biją ciosy Sprawiedliwości, znieważonej grzechem. Jego osamotniony Duch żywo odczuwa wszystko, co przyjdzie Mu wycierpieć. Za taki grzech taka kara. Jest zmiażdżony, bo sam wydał się na lęk, na słabość, na skonanie. Wydaje się dochodzić granic cierpienia, leży wyciągnięty twarzą ku ziemi przed Majestatem swego Ojca. Święte Oblicze Człowieka-Boga, które cieszy się błogosławioną wizją Boga, leży oto w pyle ziemi, zmienione nie do poznania. Mój Jezu! Czyż nie jesteś Bogiem? Panem nieba i ziemi? Równym Ojcu? Dlaczego poniżasz się tak bardzo, że aż tracisz ludzki wygląd? Ach, tak… rozumiem! Chcesz nauczyć mnie, owładniętego pychą, że aby obcować z niebem, muszę pochylić się aż do ziemi. Padasz, aby odkupić moją arogancję. Chylisz się aż do ziemi, jakbyś chciał złożyć na niej pocałunek pokoju, pogodzić niebiosa z ziemią… Jezus podnosi się, spogląda błagalnie w górę, wyciąga ramiona i modli się. Jaka bladość śmiertelna okrywa Jego twarz! Błaga Ojca, który odwraca się od Niego. Modli się z synowską ufnością, ale dobrze zna swoje miejsce. Wie, że jest Żertwą ofiarną za cały ludzki rodzaj, wystawioną na gniew obrażonego Boga. Wie, że tylko On może zadośćuczynić nieskończonej Sprawiedliwości i pogodzić Stwórcę ze stworzeniem. Pragnie, domaga się tego. Jednak wszystko w nim jest dosłownie zmiażdżone. Cała Jego natura wzdraga się przed taką Ofiarą. Duch wszakże jest gotów na unicestwienie i twarda walka trwa. Jezu, jakże możemy prosić Cię, byś nam dał siły, kiedy widzimy Cię tak słabym i poniżonym? Tak, rozumiem! Wziąłeś na siebie całą naszą słabość. Żeby dać nam swoją siłę, stałeś się ofiarą. Pragniesz nas nauczyć, że tylko w Tobie mamy pokładać całą naszą ufność, nawet jeśli niebo wydaje się nam ze spiżu. Konając Jezus woła do Ojca: “Jeżeli to możliwe, oddal ode Mnie ten kielich”. Jest to krzyk natury, która zagrożona, z ufnością zwraca się ku niebu. Chociaż wie, że nie zostanie wysłuchany, bo sam tego pragnie, jednak modli się. Jezu mój, dlaczego prosisz o coś, o czym wiesz, że nie otrzymasz tego? Jakaż zawrotna tajemnica! Smutek, jaki Cię przygniata, każe Ci żebrać o pomoc i wsparcie, ale Twoja miłość ku nam i Twoje pragnienie, by zwrócić nas Bogu sprawiają, że mówisz: “Nie Moja, lecz Twoja wola niechaj się stanie”. Jego osamotnione Serce pragnie wsparcia. Powoli powstaje, idzie chwiejnym krokiem, zbliża się do uczniów. przynajmniej oni, przyjaciele, powiernicy, pojmą, podzielą Jego udręczenie… Znajduje ich pogrążonych we śnie. Jakże nagle czuje się samotny i odepchnięty! “Szymonie, śpisz? – pyta cicho Piotra. Ty, który zapewniałeś Mnie, że do śmierci Mnie nie opuścisz?” Zwraca się ku innym: “Nie mogliście więc czuwać jednej godziny ze Mną?”. Raz jeszcze zapomina o własnych cierpieniach, myśląc tylko o nich: “Czuwajcie i módlcie się, by nie popaść w pokuszenie!” Zdaje się mówić im: “Jeśli tak szybko zapomnieliście o Mnie, który zmagam się i cierpię, to przynajmniej we własnym interesie czuwajcie i módlcie się”. Ale oni półprzytomni z senności, ledwo Go słyszą. O mój Jezu, ileż szlachetnych dusz, wzruszonych Twoimi skargami, trwa u Twego boku w Ogrodzie Oliwnym, dzieląc Twą gorycz i śmiertelne udręczenie! Ileż serc poprzez wieki wielkodusznie odpowiedziało na Twoje wezwanie! Oby pocieszyły Cię i oby, dzieląc Twoje cierpienia, mogły współpracować w dziele zbawienia! Obym i ja mógł do nich należeć i ulżyć Ci chociaż odrobinę, o mój Jezu! Jezus wraca na miejsce modlitwy i widzi inny, o wiele straszliwszy obraz: wszystkich naszych najdrobniejszych nawet grzechów. Widzi krańcową wulgarność ludzi, popełniających je. Wie, jak bardzo obrażają Boski Majestat. Widzi wszystkie nikczemności, wszystkie sprośności, wszystkie bluźnierstwa brukające serca i wargi stworzone, aby wyśpiewywać Bożą Chwałę. Widzi świętokradztwa, które hańbią kapłanów i wiernych. Widzi potworne nadużywanie sakramentów, które On ustanowił dla naszego zbawienia, a które mogą się stać przyczyną naszego zatracenia. Musi wziąć na siebie całe to cuchnące błoto ludzkiego zepsucia. Musi, tak przybrany, stanąć przed Świętością swego Ojca. Musi odkupić każdy grzech z osobna i oddać Ojcu całą Jego zdeptaną Chwałę. Musi, żeby zbawić grzesznika, zejść do tego bagna. Nawet to nie powstrzymuje Go. Błoto niczym potworna fala osacza Go, zalewa, przygniata. Oto staje przed obliczem Ojca, Boga Sprawiedliwości. On, Święty Świętych, uginający się pod ciężarem grzechów, podobny do grzeszników. Któż zgłębi Jego zgrozę i najwyższą odrazę. Ten jęk wstrętu, te straszliwe mdłości? Wziąwszy na siebie wszystko, bez żadnego wyjątku, pada pod potwornym brzemieniem i jęczy pod ciężarem Bożej Sprawiedliwości, w obliczu Ojca, który dozwolił Jemu, swojemu Synowi, ofiarować się jako ofiara za grzechy świata i stać się jakby “potępionym”. Jego czystość wzdraga się pod tym nikczemnym ciężarem, ale widzi jednocześnie Sprawiedliwość obrażoną, grzesznika potępionego… Dwie siły, dwie miłości ścierają się w Jego Sercu. Zwycięża obrażona Sprawiedliwość. Jakiż to jednak widok nieopisanie żałosny! Ten człowiek obarczony wszystkimi naszymi brudami, On, Świętość istotowa, złączony, zewnętrznie ˙choćby, ˙z przestępcami… Drży jak liść. Żeby stawić czoło tej straszliwej agonii, pogrąża się w modlitwie. Pochylony przed Majestatem Ojca błaga: “Ojcze, oddal ode Mnie ten kielich!”. To tak, jakby mówił: “Ojcze, pragnę Twojej Chwały. Pragnę dopełnienia Twojej Sprawiedliwości, pragnę pogodzenia rodzaju ludzkiego. Ale nie za tę cenę! Nie, żebym Ja, sama Świętość, aż tak został splamiony grzechem!… Ojcze, który wszystko możesz, oddal ode mnie ten kielich i znajdź w nieprzebranych skarbach Twojej Mądrości jakiś inny sposób zbawienia. Jeśli jednak tego nie chcesz, niechaj stanie się Twoja, a nie Moja wola!. I tym razem modlitwa Zbawiciela zostaje bez odpowiedzi. Ogarnia Go trwoga śmierci. Dźwiga się z trudem, szukając wsparcia. Czuje, że siły Go opuszczają. Potykając się, kroczy z trudem w stronę uczniów. I znowu znajduje ich śpiących. Jego smutek pogłębia się. Budzi ich tylko. Czy zmieszali się? Jezus już nic nie mówi. Widzą tylko, że jest nieopisanie smutny. Zachowuje dla siebie całą gorycz tego opuszczenia. – Jezu mój, jakże głęboką troskę odczytuję w Twoim sercu, przepełnionym udręką. Widzę, że oddalasz się od uczniów, ugodzony prosto w serce. Gdybym mógł pomóc Ci choć trochę, ulżyć Ci nieco… Ale, nie potrafię nic innego, płaczę tylko przy Tobie. Łzy mojej miłości i współczucia mieszają się z Twoimi łzami, wznosząc się ku tronowi Ojca, by Go błagać o litość nad Tobą i tyloma duszami, zanurzonymi we śnie grzechu i śmierci. Jezus wraca na miejsce swojej modlitwy wyczerpany, pełen żałości. Nie klęka, lecz pada na ziemię. Czuje się jakby zdruzgotany przez śmiertelną mękę, a Jego modlitwa staje się jeszcze intensywniejsza. Ojciec odwraca od Niego swój wzrok, jakby był najwstrętniejszym z ludzi. Wydaje mi się, że słyszę skargi Zbawiciela: “Gdyby przynajmniej człowiek, dla którego cierpię, zechciał korzystać z łask, jakie dla niego przez Moje cierpienie uzyskuję. Gdyby przynajmniej uznał prawdziwą wartość ceny, jaką płacę, aby go odkupić i dać mu życie dziecka Bożego! Ach, ta miłość rozdziera Mi serce okrutniej niż oprawcy, którzy rozedrą niedługo Moje ciało…” Widzi człowieka, który nie wie, bo nie chce wiedzieć; który bluźni Bożej Krwi, i co jeszcze bardziej nie do naprawienia, używa Jej na swoje zatracenie. Jakże niewielu skorzysta z Niej, iluż innych zmierza ku zgubie! Nie przestaje powtarzać w udręczonym swym sercu: “Jakże niewielu korzysta z Mojej Krwi”. Jednak myśl o tej garstce wystarcza, aby stawił czoło męce i śmierci. Nic ani nikt nie niesie Mu odrobiny pociechy. Niebo zamknęło się przed Nim, człowiek przywalony ciężarem grzechu pozostaje niewdzięczny i nic nie wie o Jego Miłości: Jezus czuje jak zalewa Go cierpienie i woła w męce agonii: “Smutna jest dusza aż do śmierci”. Tak mój Jezu, musisz teraz wychylić kielich do dna! Oto jesteś wydany na najokrutniejszą śmierć. Jezu, niechaj nic nie dzieli mnie od Ciebie: ani życie ani śmierć! Jeśli przyłączę się do Twoich cierpień w ciągu mego życia z nieskończoną miłością, dane mi będzie umrzeć z Tobą na Kalwarii i wstąpić wraz z Tobą w Chwałę. Jeśli będę Ci towarzyszyć w Twoich udręczeniach i prześladowaniach, uczynisz mnie godnym miłowania Cię kiedyś twarzą w twarz w niebie i wiecznego wysławiania Cię za Twoją Mękę… Ale spójrzcie oto! Jezus podnosi się z pyłu, silny, niezwyciężony. Czyż nie pragnął “wielkim ˙pragnieniem” tej uczty krwi? Otrząsa się z popłochu, ociera krwawy pot z Oblicza, pewnym krokiem zmierza ku wyjściu z ogrodu. Dokąd idziesz Jezu? Czy jeszcze przed chwilą nie uginałeś się pod ciężarem udręki i bólu? Czyż nie widziałem Cię drżącego i jakby zdruzgotanego okrutnym brzemieniem doświadczeń, które zwalą się na Ciebie? Dokąd idziesz tym nieulękłym i pewnym krokiem? Komu chcesz się wydać? – Posłuchaj, moje dziecko, oręż modlitwy pomógł Mi zwyciężyć. Mój duch ujarzmił słabość natury. Moc przyszła do Mnie z modlitwy i teraz mogę stawić czoło. Naśladuj Mój przykład i pertraktuj z niebem tak jak Ja! Jezus zbliża się do apostołów, którzy ciągle śpią. Wzruszenie, późna pora, przeczucie czegoś strasznego i nieodwracalnego, zmęczenie sprawiły, że zapadli w kamienny sen. Jezus lituje się nad ich słabością. “Duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe!” Jezus woła: “Śpijcie dalej i odpoczywajcie”. Staje na chwilę. Słysząc, że nadchodzi, z trudem otwierają zmorzone snem oczy… Jezus dodaje: “Dosyć! Przyszła godzina, oto Syn Człowieczy będzie wydany w ręce grzeszników. Wstańcie, chodźmy, oto zbliża się Mój zdrajca”. Jezus widzi wszystko swymi Boskimi oczyma. Zdaje się mówić: “Podczas, gdy wy, Moi przyjaciele i uczniowie śpicie, nieprzyjaciele czuwają i zbliżają się, żeby Mnie pojmać. Ty Piotrze, który niedawno czułeś się tak silny, by iść ze Mną na śmierć, teraz śpisz! Od początku dawałeś Mi dowody swojej słabości. Bądź jednak spokojny. Odkryłem twoją słabość i modliłem się za ciebie. Kiedy wyznasz swój błąd, stanę się twoją siłą i będziesz pasł Moje owieczki… Ty Janie także śpisz? Nie ma już czasu na spanie! ˙Nieprzyjaciel stoi u drzwi. To godzina mocy ciemności. Chodźmy! Całkowicie dobrowolnie idę na spotkanie śmierci. Judasz śpieszy się, by Mnie zdradzić, a Ja idę mu na spotkanie. Nie przeszkodzę proroctwom w wypełnieniu się co do joty. Moja godzina nadeszła: godzina nieskończonego Miłosierdzia”. Rozlegają się kroki, zapalone pochodnie napełniają ogród cieniem i purpurą. Jezus idzie naprzód, nieulękły i spokojny… – O mój Jezu, daj mi Twoją siłę, kiedy biedna moja natura buntuje się przed zagrażającym jej złem, abym mógł z miłością przyjąć troski i udręki tego wygnańczego życia. Przywieram z całych sił do Twoich zasług, cierpień, zadośćuczynienia, do Twoich łez, abym mógł współpracować z Tobą w dziele zbawienia, i miał siłę uciekać od grzechu, tej jedynej przyczyny Twojej agonii, Twego krwawego potu i śmierci. Zniszcz we mnie wszystko, co jest niemiłe i odciśnij w moim sercu, ogniem swej Świętej Miłości, wszystkie Twoje cierpienia. Obejmij ˙mnie tak czule, mocno i słodko, bym nigdy już nie zostawił Cię samego w Twoich okrutnych udręczeniach. Proszę o jeden spoczynek: na Twoim sercu. Pragnę tylko jednego: uczestniczyć w Twojej Świętej Agonii. Oby dusza moja upoiła się Twoją Krwią i nakarmiła się chlebem Twojej boleści. Święty O. Pio (źródło: Idź do góry => Serce Jezusa -Ks. Andrzej Zwoliński – Książka wpisuje się w nurt refleksji teologicznej związanej z kultem Serca Jezusowego. Autor koncentruje swą myśl na Bożej Miłości i Miłosierdziu…. ROZWAŻANIA O SERCU BOŻYM „O Piękności Niestworzona, kto Ciebie raz poznał, ten nic innego pokochać nie może. Czuję że tonę w Nim, jako jedno ziarenko piasku, w bezdennym oceanie. Czuję, że nie ma ani jednej kropli krwi we mnie, która by nie płonęła miłością ku Tobie O Serce Boże…” /św. s. Faustyna/ Ukochany Mistrzu z otwartym Sercem… wiarą pozwoliłeś doświadczyć mi atmosfery Golgoty, a szczególnie tej chwili gdy żołnierz przebił Twój Bok, z którego wytrysnęła najświętsza Twoja krew i woda, a wraz z nią strumienie życia i łaski. Oto wielkość Twojej miłości, którą po dziś dzień roztaczasz nad Tymi, których umiłowałeś do końca. Za mój grzech nie wahałeś się oddać własnego życia. Przeogromna wartość tej ofiary zwraca moje serce i duszę ku Twemu Miłosierdziu. Nie ma sposobu, by Ci podziękować – lecz choćby namiastką moich najszczerszych starań, pragnę wynagrodzić Ci Jezu gorycz wypitego kielicha. Zatrzymujesz mnie Panie przy sobie – bo moc krzyża nie pozwala oderwać od Ciebie wzroku. Rozbudzasz we mnie najpiękniejsze uczucia do tego stopnia, iż nade wszystko pragnę upodobnić się do Ciebie. Widząc jednak swoją słabość i niemoc, z tym większą ufnością lgnę do Twych szeroko rozpiętych ramion, wsłuchując się w rytm Serca, które bije miłością do Ojca Niebieskiego i do mnie prochu i pyłu – który w Twoich oczach urasta do niebotycznych wielkości! Naucz mnie proszę przechodzić przez życie czyniąc dobrze, a u jego kresu zawisnąć po drugiej stronie Twojego krzyża… miłość za Miłość, życie za Życie. Zapalasz mnie apostolską siłą i nie potrafię w milczeniu doświadczać Twojej miłości lecz chcę o niej głosić wszelkiemu stworzeniu, bo radość rozpiera me serce. Całą swą duszę zatapiam w Tobie, pragnąc jedynie Ciebie. Nie gaś tego pragnienia Panie, niech ono spala mnie chwila po chwili. Jak wielką łaską jest poznawać Ciebie Boże, miłować i pracować w Twojej winnicy. Język tego nie wypowie i nie ujmie w słowa, pozostaje więc wymowna cisza, która zdradza potęgę tajemnicy… Bądź uwielbiony, bądź pochwalony Boże Nieskończony. Amen. Misjonarz Serca Jezusowego Kiedy Bóg rozpala serce człowieka szczególną miłością i pragnieniem głoszenia Orędzia o Jego Nieskończonej Miłości, ukrytej pod znakiem przebitego Serca – daje mu łaskę misyjnego apostolstwa. Jezus posługuje się swoimi umiłowanymi uczniami, którzy wiernie trwają przy Jego Sercu i posyła ich na cały świat, jak niegdyś On był poświęcony i posłany przez swojego Ojca. Bóg zaprasza nas do szczególnej bliskości z Sobą, abyśmy stanowili z Nim jedno, abyśmy gorliwiej wypełniali to posłannictwo. Jezus nieustannie kieruje naszym życiem i chce byśmy tej prawdy osobiście doświadczyli – wiedząc, że bez Niego nic uczynić nie możemy. Bóg tak długo formuje swego ucznia, aż z pełnym przekonaniem powtórzy za Psalmistą: „Złożyłem w Panu całą nadzieję, On schylił się nade mną i wysłuchał mego wołania, wydobył mnie z dołu zagłady i z kałuży błota, a stopy moje postawił na skale i umocnił moje kroki” (Ps, 40). Bóg pragnie byśmy uwierzyli, że On zawsze jest przy nas, niezależnie od okoliczności. On trwa, nie pozostawia nas samych szczególnie w chwili próby i świadectwa. Wspomaga wszystkich, którzy chcą głosić Orędzie Miłości Jego Najświętszego Serca. Jezus chce by moje życie przemieniło się w misyjną drogę. Pośród codzienności, a nade wszystko życiem mam mówić o Jego Sercu. Życie Jezusa było misją, więc i moje życie ma być misją. Dobry misjonarz, to ten, który pozwoli przeniknąć się przez umiłowaną Osobę, który chłonie umiłowaną Osobę. Dziś Jezus prosi mnie, by w moim życiu nie było żadnych obcych Mu miejsc. On pragnie przenikać każdą chwilę mojego misyjnego trudu. Posiąść Serce Jezusa, to utożsamiać się z Jego Wolą i Jego pragnieniami. Wielką rozkoszą tego Serca jest głoszenie o Jego Miłości wszędzie tam, gdzie Opatrzność mnie postawi. Muszę jednak pamiętać, że misjonarzem miłości Jezusowego Serca nie jest być prosto: to pasmo krzyża, nieustanne ogałacania się z własnego „ja”. Czasem trudno jest wybrać Bożą Wolę w sytuacji, kiedy nam wydaje się, że to my mamy rację, że nasze patrzenie jest lepsze, niż Boże patrzenie. Wpatruj się wówczas w Jezusa – On wędruje do człowieka, w świat jego serca i trudnej codzienności. Przychodzi w Eucharystii i czeka – chce się całkowicie z nami zjednoczyć i być jedno. Ja muszę wędrować do Jezusa po szlaku dobra, miłosierdzia i łaski, w świecie Bożego piękna – jak mawiał św. Piotr Kanizjusz. Bóg pomaga, umacnia zdrojami łask, które płyną z Jego Najświętszego Serca (wiara, nadzieja, miłość). Im bardziej upodabniam się do Jezusa, tym jestem wierniejszym Jego misjonarzem. Gorliwość misyjna to nie tylko apostolat, ale przede wszystkim poznanie Jezusa jako źródło miłości, wierności i pokoju. Tyle można Boga przekazać innym – ile samemu ma się Go w sobie. Musimy więc karmić się Jezusem Chrystusem w każdy możliwy sposób, by móc się dzielić całym Jego bogactwem. In Te Cor Jesu speravi, non confundar in aeternum” Tobie Jezu zaufałem, nie będę zawstydzony na wieki Jak często dopuszczamy do nas myśl o własnej śmierci? W jaki sposób o niej myślimy i czy w ogóle ten temat ma miejsce w naszych rozważaniach biorąc pod uwagę naszą przyszłość? Niewiele jest osób, które patrzą na śmierć jako powrót do domu, jako spotkanie, na które długo się czekało, gdzie najlepszy Tatuś wybiega naprzeciw z rozłożonymi ramionami – witający gorącym i mocno bijącym sercem ukochane dziecko. Najczęściej chwila śmierci kojarzy się z utratą czegoś lub kogoś; po ziemsku odbierana jest jako nieszczęście i coś najgorszego. Wiadomą sprawą jest, że rozłąka nie jest czymś pozytywnym w naszym rozumieniu, szczególnie wtedy, gdy mamy świadomość, że w obecnym wymiarze nigdy więcej się nie spotkamy. Ludzie głębokiej wiary, miłujący Jezusa patrzą na śmierć z innej perspektywy. Śmierć to naturalny etap ziemskiego życia, po którym dusza z największą radością biegnie do Jezusowego Serca, by w nim znaleźć to, za czym tęskniła całe ziemskie życie. To spotkanie z Umiłowanym powinno pozytywnie usposabiać nas nie tylko w chwili spodziewania się , że nasze życie ziemskie dobiega końca, ale powinno być motywacją do dobrego życia na co dzień. Niestety nawet chrześcijanie i ludzie głębokiej wiary – w chwili doświadczenia śmierci kogoś bliskiego poddają się rozpaczy i powątpiewają w Bożą miłość. Przykre to i smutne. Najwłaściwszym wzorcem dla nas powinien być zawsze Jezus, dlatego sięgnijmy do Biblii i popatrzmy na Mistrza w chwili śmierci Łazarza, który: „gorzko zapłakał” (św. Jana 11,35) nad grobem przyjaciela. Ale co dzieje się dalej? Ewangelista zapisał, że Jezus „wzniósł oczy do góry i rzekł: Ojcze, dziękuję Ci, żeś mnie wysłuchał. Ja wiedziałem, że mnie zawsze wysłuchujesz” – Jezus zaczął się modlić! Jakie to piękne świadectwo! Jezus zachęca w ten sposób, by duszę zmarłej osoby powierzyć w modlitwie Bogu. Tylko głęboka wiara ma taką moc, aby na nowo tchnąć życie w martwe ciało. W taki sposób Jezus modlił się do Ojca – z taką mocą i siłą, dlatego Łazarz ożył. Nasza modlitwa powinna cechować się nie tylko głęboką wiarą, ale nade wszystko nadzieją płynącą z miłości do Bożego Serca, że śmierć będąc pomostem między niebem, a ziemią uwolni duszę z węzłów ciała i bez skrępowania pozwoli staną twarzą w twarz z Bogiem. Śmierć nie powinna kojarzyć się też z lękiem przed sądem surowego Boga, który tylko czeka, by duszę wtrącić do ognia piekielnego lub skazać na wieczne męczarnie czyśćcowe! Czyściec jest po to, by przygotować duszę do najpiękniejszego spotkania jakie Bóg w swej dobroci przygotował człowiekowi. Każdy z nas popełnia grzechy. Sprawiedliwość Boża wymierza czas na zadośćuczynienie za własne nieprawości jakich dopuściliśmy się w ciągu ziemskiego życia – tym czasem jest właśnie czyściec. Tu ostatecznie mamy możliwość odpokutowania za grzechy, by móc przywdziać białą szatę na nieskazitelnie czystą duszę i udać się na ucztę, którą przygotował Pan. Bolesne jest, kiedy dusza nie może przestąpić progu nieba i czeka oczyszczając się, nie mogąc jeszcze ujrzeć Boga. Nie traci jednak nadziei, że nadejdzie niebawem chwila, kiedy po imieniu wezwie ją Pan do siebie. Dlatego nasza modlitwa za dusze w czyśćcu cierpiące może przynieść nie tylko ulgę tym, którzy tam przebywają, ale nade wszystko skrócić owy czas oczekiwania. Przez całe życie winniśmy dbać i dokładać wszelkich starań, by szczególnie ostatnie chwile naszego życia zanurzyć w miłości Jezusowego Serca, z dziecięcą ufnością powierzając się Panu życia i śmierci. Trzeba nam zdać się na Bożą wolę i tęsknić za wiecznością. Jezus w chwili konania poddany był niesamowitym chwilom próby. Szatan doskonale wykorzystuje takie momenty, aby w sercu zasiać zwątpienie, niepokój, pustkę Trzeba pamiętać, że nie ma on żadnego wpływu na naszą wolę. Dlatego siłą jest tu wiara i miłość do Osoby Jezusa. Miejmy ufność w Miłosierdzie Boże, opiekę Najświętszej Panienki i naszego Anioła Stróża. Przypomnijmy sobie co Jezus powiedział do św. Małgorzaty Marii podczas jednego z objawień: „dla dusz, które będą Mnie miłować i czcić – Będę bezpiecznym schronieniem w życiu, a zwłaszcza przy śmierci”. Posłuchajmy co dalej mówił Pan i jak wielkie dary przygotował On dla tych, którzy żyją Kultem Bożego Serca każdego dnia: „przyrzekam w nadmiarze Miłosierdzia Serca Mego, że wszechmocna Moja miłość da łaskę pokuty przy śmierci tym wszystkim, którzy przez dziewięć kolejnych pierwszych piątków miesiąca przystępować będą do Komunii św., tak że nie zejdą z tego świata w niełasce Mojej ani bez Sakramentów świętych i w ostatniej godzinie bezpiecznie znajdą schronienie w Moim Sercu”. Jezus pragnie byśmy nie tylko myśleli o własnym zbawieniu, ale nade wszystko o duszach, które błądzą, które konają bez Jego obecności. Jakże gorąco trzeba nam modlić się za nich, by Pan przybył do nich z łaską swej miłości i z Sercem na dłoni, niosąc im nie tylko ulgę, ale i łaskę skruchy. Zróbmy wszystko co w naszej mocy, by krzyżowa śmierć Jezusa i cierpienie z nią związane, mające przynieść zbawienie i odkupienie grzechów, nade wszystko dotarło do tych najbardziej zatwardziałych grzeszników, którzy jeszcze w ostatnich chwilach życia stawiają opór Miłości. Módlmy się do Ojca tak jak wspomniana święta: „niech Twoja Boska miłość wniknie w moje serce tak głęboko, abym nigdy nie mogła zapomnieć o Tobie ani się od Ciebie odłączyć. Błagam Cię przez nieskończoną Twą dobroć, aby imię moje zostało zapisane w Tobie, gdyż pragnę, by całym moim szczęściem i najwyższą moją chwałą było żyć i umierać jako Twoja wierna służebnica”. Naucz mnie Panie traktować śmierć jako jutrzenkę mojego narodzenia w niebie. Wiem, że bezgranicznie ufając Tobie nie zawiodę się na wieki i tak też pragnę żyć – oddając się cała Tobie. Nauczmy się patrzeć na śmierć jako pomost łączący brzeg czasu z brzegiem wieczności. Pismo bowiem mówi: „błogosławieni, którzy w Panu umierają” (AP 14,13). Oby każdy z nas mógł powtórzyć za św. Różą w chwili konania te słowa pełne pokoju, ufności i wewnętrznej pociechy: „idę i ja wpatrywać się w Oblicze Boga mojego, którego przez całe życie pragnęłam”. Oby nasz wielki wzrost duchowy, wypracowany z wysiłkiem, a poparty Bożym błogosławieństwem i łaską za życia – pozwolił powtórzyć za świętymi takie słowa: „o śmierci mojego cała, początku mojego życia, spiesz się, przybywaj, jesteś posłem bardzo upragnionym” – jak mówiła św. Teresa. Trzeba wiedzieć, że ufne zgadzanie się z wolą Bożą w chwili śmierci jest dla duszy bardzo korzystne, ponieważ może ono zastąpić miejsce pokuty. Św. Alojzy Ligurio mówi, że jeśli zgadzamy się z Boską wolą, która obecnie zsyła na nas śmierć – nasze zbawienie jest zapewnione i dzięki temu pogodzeniu się umrzemy jako święci! Idąc nie tylko w ślady świętych, ale również z przekonaniem głęboko pragnąc spotkania z Miłosiernym Sercem Jezusa po śmierci, powtarzajmy często słowa tego Aktu, które wyrażają ufne oddanie się Bogu w miłości: „Jezu, Maryjo, Józefie, Wam oddaję serce i duszę moją. Jezu, Maryjo, Józefie, bądźcie ze mną przy skonaniu. Jezu, Maryjo, Józefie, niech przy Was w pokoju Bogu ducha oddam. Amen” (źródło: Idź do góry => 100 MODLITW DO SERCA JEZUSOWEGO – Ks. Krzysztof Zimończyk (oprac.) – Modlitwy te mogą być pomocne w osobistym i wspólnotowym praktykowaniu nabożeństwa do Bożego Serca… MODLITWY AKT ODDANIA BOŻEMU SERCU Boże, dziękujemy Ci za wszystkie dobrodziejstwa, jakie wyświadczyłeś narodowi naszemu, a szczególnie za powołanie nas do świętej wiary katolickiej i za opiekę nad nami w najcięższych chwilach dziejowych! …całkowicie się oddajemy i poświęcamy Boskiemu Sercu Twojemu, aby na zawsze być ludem Twoim! Zarazem uroczyście przyrzekamy trwać wiernie w świętej wierze katolickiej, bronić Twego świętego Kościoła, życie nasze osobiste, rodzinne i narodowe kształtować według Twojej Ewangelii. Pani Jasnogórska! Ty zawsze byłaś dla nas drogą do Serca Twego Syna. To Serce włócznią przebite na krzyżu, stało się, źródłem życia i świętości dla wszystkich. Przybliżaj do Boskiego Serca osoby, rodziny, środowiska, bo Serce to – posłuszne aż do śmierci – jest – przebłaganiem za grzechy nasze. Niech będzie również źródłem wszelkiej pociechy dla wszystkich uciśnionych, pokrzywdzonych i cierpiących. Niechaj, o Matko, za Twoim pośrednictwem, Serce Odkupiciela nie przestaje na polskiej ziemi być Królem serc wszystkich i celem ich aby wszyscy czerpali z Jego pełności. Amen. AKT POŚWIĘCENIA SIĘ BOSKIEMU SERCU Ja,… oddaję się i poświęcam Boskiemu Sercu Pana naszego Jezusa Chrystusa. Oddaję Mu swoją osobę i życie swoje, uczynki, przykrości i cierpienia, żeby żadnej cząstki swego jestestwa więcej nie używać, jak tylko dla Jego czci, miłości i chwały. Taka jest nieodwołalna wola moja, żeby całkowicie do Niego należeć, i wszystko czynić z miłości ku Niemu, wyrzekając się całym sercem wszystkiego, co by się Jemu nie podobało. Dlatego Ciebie, Najświętsze Serce, obieram sobie za jedyny przedmiot mej miłości, za opiekuna mego życia, za rękojmię mego zbawienia, za lekarstwo za moją ułomność i niestałość, za wynagrodzenie za moje grzechy całego życia i za pewne schronienie w chwili mej śmierci. Bądź przeto, Serce pełne dobroci, moim usprawiedliwieniem wobec Boga, Twojego Ojca, i odwróć ode mnie strzały słusznego gniewu Jego. O Serce pełne miłości, w Tobie pokładam całą ufność moją, albowiem wszystkiego się obawiam ze strony mojej skłonności do czynienia zła, natomiast wszystkiego się spodziewam od Twojej dobroci. Dlatego zniszcz we mnie wszystko, co Tobie może się nie podobać lub sprzeciwiać. Niech czysta miłość Twoja, tak głęboko wniknie w moje serce, bym nie mógł zapomnieć o Tobie, ani też oddalić się od Ciebie. Błagam Cię przez wszystką dobroć Twoją, by imię moje zapisane było w Tobie, gdyż to tylko pragnę uważać za szczęście swoje i swoją chwałą, żeby żyć i umierać jako Twój wierny sługa. Amen. AKT OSOBISTEGO POŚWIĘCENIA SIĘ SERCU PANA JEZUSA Tobie Chrystusie składam hołd wdzięczności za wszystko, co z miłującego serca uczyniłeś. Polecam się Twemu Sercu, oddając się całkowicie do Twojej dyspozycji. Ofiaruję więc wszystkie swoje cierpienia, niewygody, upokorzenia, oraz wszystkie swoje dobre uczynki i modlitwy. Proszę, aby wszelkie moje ofiary, były przyjęte jako wynagrodzenie za grzechy tych, którzy ducha prawości i pokuty zatracili. To, co ofiaruję, niech będzie przeciwwagą dla zniewag, które ranią Twoje Serce. Ty Boże wiesz, co jest ukryte w głębiach mojego serca, znasz moje pragnienia. Proszę Cię o łaskę wytrwania w tym co dobre. Dopomóż mi, aby moje codzienne życie było świadectwem ofiarowania się Tobie. AKT ODDANIA DZIECI I MŁODZIEŻY NAJŚWIĘTSZEMU SERCU PANA JEZUSA Najświętsze Serce Jezusa. My chłopcy i dziewczęta, stajemy na Twoje wezwanie. Przyszedłeś Jezu zapalić na świecie ogień Twej miłości. Podejmujemy Twe hasło. Chcemy zapalić się Boską miłością. Za Twoje Serce, które dałeś ludzkości, za Twe ukochanie, zwłaszcza dzieci i młodzieży, oddajemy Ci nasze młode serca. Twoje prawo będzie naszym prawem. Dochowamy wierności Twym przykazaniom, zwłaszcza miłości Boga i bliźniego. Będziemy wzbogacać nasz umysł, nie tylko wiedzą ludzką, ale Boską, chodząc na lekcje religii. Będziemy korzystać ze źródeł Twej łaski, zwłaszcza Mszy świętej niedzielnej i Komunii świętej nade wszystko w pierwsze piątki miesiąca. Będziemy opierać się wszelkim pokusom do złego. Chcemy zachować wiarę, czystość i męstwo. Będziemy walczyć o to, aby Cię wszyscy ludzie kochali. Najświętsze Serce Jezusa, przyjmij nas jako Twych rycerzy i racz nam błogosławić. Amen. AKT WYNAGRODZENIA NAJŚWIĘTSZEMU SERCU PANA JEZUSA Jezu miłujący nas całym serce, godny najgłębszej miłości i najwyższej chwały, a mimo to tak mało kochany a nawet nienawidzony i w swych wyznawcach prześladowany, pragniemy na wszelki dostępny nam sposób współpracować w dziele zbawienia i dążyć do przemiany umiłowanego przez Ciebie świata. Aby wynagrodzić za obojętność, zniewagi, nienawiść do Ciebie, brak miłości i krzywdy wyrządzone bliźnim, które równocześnie godzą w Ciebie, kochającego ludzi, chcemy odtąd gorliwiej i doskonalej służyć Tobie i spełniać dokładniej Twoją wolę. W tym celu składamy w ofierze wszystko, co mamy lub posiadać możemy, nasze zdolności i całych siebie, abyś tym wszystkim rozporządzał według swego upodobania. Chcemy służyć w Kościele świętym według wzoru jaki nam zostawiłeś i naśladować Twoją miłość ku Ojcu Twemu i naszemu oraz ku wszystkim ludziom, Twoim i naszym braciom. Aby to ofiarowanie i wynagrodzenie było doskonalsze, włączamy je w ofiarę Twoją na Krzyżu, uobecnianą codziennie na ołtarzach całego świata. Przez pośrednictwo Maryi, Matki Twej Niepokalanej, prosimy Cię o miłosierdzie dla świata oraz łaskę, której wszyscy potrzebujemy. Niech dobroć ludzka przezwycięży zło, aby jak najprędzej nastąpiło królestwo Twego Najświętszego Serca. Amen. AKT POŚWIĘCENIA RODZAJU LUDZKIEGO NAJŚWIĘTSZEMU SERCU PANA JEZUSA O Jezu najsłodszy, Odkupicielu rodzaju ludzkiego, wejrzyj na nas, korzących się u stóp Twego ołtarza. Twoją jesteśmy własnością i do Ciebie należeć chcemy. Oto dzisiaj każdy z nas oddaje się dobrowolnie Najświętszemu Sercu Twemu, aby jeszcze ściślej zjednoczyć się z Tobą. Wielu nie zna cię wcale; wielu odwróciło się od Ciebie, wzgardziwszy przykazaniami Twymi. Zlituj się nad jednymi i drugimi, o Jezu Najłaskawszy, i pociągnij wszystkich do świętego Serca Swego. Królem bądź nam, o Panie, nie tylko wiernym, którzy nigdy nie odstąpili od Ciebie, ale i synom marnotrawnym, którzy Cię opuścili. Spraw, aby do domu rodzicielskiego wrócili co prędzej i nie zginęli z nędzy i głodu. Króluj tym, których albo błędne mniemania uwiodły, albo niezgoda rozdziela; przywiedź ich do przystani prawdy i jedności wiary, aby rychło nastała jedna owczarnia i jeden pasterz. Użycz Kościołowi Twemu bezpiecznej wolności. Udziel wszystkim narodom spokoju i ładu. Spraw, żeby ze wszystkiej ziemi, od końca do końca, jeden brzmiał głos: Chwała bądź Bożemu Sercu, przez które stało się nam zbawienie. Jemu cześć i chwała na wieki. Amen. Pomnij o Najsłodsze Serce Jezusa Pomnij, o Najsłodszy Jezu, że jeszcze nigdy nie słyszano, abyś tego miał opuścić, kto się uciekał do Twojego Najświętszego Serca, wzywał Jego ratunku i o miłosierdzie błagał. Tą nadzieją ożywiona, o Serce, o Królu Serc, przychodzę do Ciebie, biegnę do Ciebie, a znając wielkość moich grzechów, z serdecznym żalę staję przed Tobą. O Serce Najświętsze nie gardź moimi pokornymi prośbami, ale przyjmij je łaskawie i wysłuchaj! Okaż, iż jesteś Sercem Najlepszego Ojca, i niech Ten, który dla zbawienia naszego, raczył nam Cię dać, przyjmie także przez Ciebie nasze prośby. Przyjmij moje uwielbienie, dziękczynienie, prośbę – chwała i uwielbienie, miłość i dziękczynienie bądź w każdym momencie Tobie, o Serce Jezusa, w Najświętszym Sakramencie, na wszystkich ołtarzach całej ziemi, aż do końca świata /św. Pelczar/ – o Serce Jezusa, proszę najgoręcej, spraw nich Cię kocham jak najwięcej – Słodkie Serce Jezusa bądź moją miłością – oto Panie serce moje składam przed Tobą i błagam Cię, byś je obmył w drogocennej krwi najsłodszego Serca Twojego /św. Gertruda/ – przez Twoje zranione Serce proszę Cię Panie Najmiłościwszy, zrań serce moje strzałami Twojej miłości, by nie kochało niczego ziemskiego /św. Gertruda/ – o mój najukochańszy Jezu, racz ukształtować moje biedne serce, według Twojego Boskiego Serca /bł. Henryk Suzo/ – Boże, weź serce moje, a daj mi Serce Twoje /św. Ludgarda/ – o Eucharystyczne Serce Jezusa, przymnóż nam wiary, nadziei i miłości /św. Pelczar/ – mój Boże, ofiaruję Ci Serce Twojego Syna jako podziękę za wszystkie dobrodziejstwa które mi wyświadczyłeś /św. Małgorzata Maria/ Poświęcam się Tobie Panie Jezu najsłodszy, upadam u Twych stóp, by się poświęcić i na nowo ofiarować Twemu Sercu, zranionemu miłością i boleścią dla zbawienia mojego i całego świata. Czczę, uwielbiam, wysławiam i miłuję Twoje Najświętsze Serce ze Słowem Bożym najściślej zjednoczone i najgodniejsze wszelkiej chwały. Błogosławię i dziękuję Twemu Najmilszemu Sercu, z którego pełni wszyscyśmy otrzymali. Błagam Cię, przebacz mi i wszystkim ludziom, że za niewysłowioną miłość i obfite dobrodziejstwa Twego Serca pełnego miłości i dobroci tak często odpłacamy oziębłością i niewiernością. Przyrzekam Ci przez czystość uczuć, umiłowanie umartwienia i cierpliwe znoszenie przeciwności, szczerą pobożność, sumienne zachowywanie przykazań Bożych i wypełnianie wszystkich moich obowiązków będę się starać z większą gorliwością upodobnić moje serce do Twojego Najświętszego serca, które jest cnót wszelkich bezdenną głębiną. Przyrzekam usilnie zabiegać o to, aby modlitwą, przykładem i apostolstwem przyprowadzić wszystkie dusze do Kościoła katolickiego, do Twojego namiestnika na ziemi, do Twojego Najsłodszego Serca, które jest królem i zjednoczeniem serc wszystkich. Przyrzekam dołożyć wszelkich starań, aby przez umartwienie, pokutę i świętość życia, przez pobożne ofiarowanie Mszy świętej i Komunii świętej zadośćuczynić za grzechy, szczególnie za tak liczne zniewagi Najświętszego sakramentu, którymi niewdzięcznicy przepełniają Twe Serce zelżywością i ponownie przebijają włócznią. Serce syna Ojca Przedwiecznego, Serce Jezusa, w którym jest pełnia Bóstwa, Serce godne nieskończonego uwielbienia i miłości, Serce starte dla naszych nieprawości, Tobie się oddaję i poświęcam. W Twym Sercu wraz ze sobą składam wszystkich moich braci i siostry, całą rodzinę ludzką. Oczyść ją Swą Najdroższą Krwią, rozpal Swą Boską miłością i uświęcaj swą łaską niebieską. Błagam Cię o to gorąco przez zasługi bolejącego Serca Niepokalanej Dziewicy, Twej Matki, przez zasługi świętego Józefa, Twego przybranego Ojca, a naszego Opiekuna, przez wstawiennictwo wszystkich świętych, szczególnie tych, którzy czcili Twoje godne uwielbienia Serce, które jest życiem i zmartwychwstaniem naszym oraz rozkoszą wszystkich świętych. (źródło: Idź do góry => PEREŁKI ŚW. MAŁGORZATY MARII ALACOQUE – Św. Małgorzata Maria Alacoque – Małgorzata nazywana jest „świętą od Serca Jezusowego”. W jednym z listów tłumaczy: „To Boże Serce jest niezgłębioną otchłanią wszelkich dóbr, do której ubodzy mają się zwracać we wszystkich swoich potrzebach. Ono jest otchłanią radości, w której przepadają wszystkie nasze smutki. Jest otchłanią pokory przeciwko naszej pysze, jest otchłanią miłosierdzia dla nieszczęśliwych, jest wreszcie otchłanią miłości, w której powinniśmy ukryć całą naszą nędzę”… MODLITWA W CZWARTKOWY WIECZÓR Poniższe myśli można wykorzystać jako pomoc do osobistej modlitwy w czwartkowy wieczór, a także jako inspirację do przygotowania wspólnego nabożeństwa lub konferencji. Jeżeli konferencja głoszona jest raz w miesiącu, wskazane jest dokonanie syntezy wszystkich tematów, które są proponowane na kolejne czwartki miesiąca. Śpiew: Jezusa ukrytego. Bądź uwielbiony, nasz Panie i Mistrzu, obecny w Najświętszym Sakramencie i zamieszkujący w naszych sercach. Bądź uwielbiony w Twej nieskończonej miłości i wszechogarniającej potędze. Bądź uwielbiony w Twoich świętych, w których przychodzisz do nas, ubogacasz nasze życie darami, które oni posiadali. Dziś szczególnie wielbimy Cię za dar bł. Jana Pawła II, za jego życie, za jego nauczanie, a także za wyniesienie go do chwały ołtarzy, abyśmy z jeszcze większą gorliwości modlili się do Ciebie za jego wstawiennictwem. Jego następca, Ojciec Święty Benedykt XVI, w czasie Mszy Świętej beatyfikacyjnej, przybliżając całemu Kościołowi postać nowego błogosławionego zwrócił również uwagę na jego niezwykłe rozmodlenie. Powiedział bardzo osobiste świadectwo: „Zawsze uderzał mnie i budował przykład jego modlitwy: zanurzał się w spotkaniu z Bogiem, pomimo rozlicznych trudności jego posługiwania”. Chcemy Ci, Panie, w chwili ciszy wypowiedzieć jeszcze raz nasze indywidualne dziękczynienie za wszystko, czym nas obdarowałeś przez bł. Jana Pawła II. Przyjmij modlitwę, którą każdy z nas zanosi w sercu do Ciebie. Chwila ciszy. Modlitwa papieża w czwartkowe wieczory Panie Jezu, w ten czwartkowy wieczór, udajemy się do Ogrójca, by modlić się z Tobą, do czego nas wezwałeś. Łączymy się duchowo z Apostołami, a także z Twoimi uczniami, którzy żyli w różnym czasie i na różnych kontynentach trwali w zjednoczeniu z Tobą na modlitwie. Niektórzy z nich w każdy czwartek i w następnych dniach przeżywali także cierpienia fizyczne. Na ich rękach i na ich ciele pojawiały się stygmaty. Prowadź nas, Panie, mocą swego Ducha, abyśmy byli przy Tobie całym sercem, całą myślą i całą mocą. Ubogaceni darem beatyfikacji Jana Pawła II, wzywając jego wstawiennictwa, podejmujemy z nową gorliwością troskę o przeżywanie w naszej wspólnocie „Świętej godziny” w pierwszy (każdy) czwartek miesiąca. Jesteśmy umocnieni przykładem Papieża. O jego modlitwie przed Najświętszym Sakramentem tak mówił ks. kard. Stanisław Dziwisz: „W każdy czwartek przeżywał godzinę świętą. Nigdy jej nie opuszczał, nawet podczas najbardziej intensywnych podróży apostolskich”. Ks. Andrzej Koprowski SJ w wywiadzie, jakiego udzielił w czasopiśmie „Idziemy” ( tak wspomina wieczorną modlitwę Jana Pawła II: „Rok 1999, pielgrzymka do Polski… Podczas tej wizyty jednego dnia poświęcenie sanktuarium w Licheniu, przelot na Mszę w Bydgoszczy, potem spotkanie ze światem uniwersyteckim i nabożeństwo czerwcowe połączone z beatyfikacją ks. Frelichowskiego w Toruniu, powrót na nocleg do Lichenia. Dzień więcej niż męczący, kolacja, obsługa papieska idzie spać. A papież znika w kaplicy na długą, bardzo długą modlitwę”. Pomyślmy w ciszy o tych niezwykłych chwilach papieskiej modlitwy. Dlaczego on to robił? Spróbujmy zbliżyć się duchowo do niego i zobaczyć, jak on w swojej modlitwie zbliża się do Jezusa, jak ogarnia swoją troską cały świat, także nas? Niech Duch Święty każdego z nas prowadzi w tej modlitwie serca. Po dłuższej chwili ciszy uwielbimy Boga wspólną modlitwą i śpiewem. Dłuższa chwila ciszy. Śpiew: Wielbić Pana chcę lub Chwała niech będzie, zawsze i wszędzie, Twemu Sercu, o mój Jezu (2x) albo inny śpiew (powtarzany po każdym wezwaniu). Bądź uwielbiony, Panie, w Twojej nieskończonej miłości, przez którą stałeś się człowiekiem i dokonałeś dzieła naszego odkupienia. Bądź uwielbiony, Jezu, w darze Twoich świętych, którym dałeś szczególny udział w swoim życiu i swojej modlitwie. Bądź uwielbiony w biskupach, prezbiterach, diakonach, osobach konsekrowanych, rodzicach, młodzieży i dzieciach, gdyż wszystkich wezwałeś na drogę świętości i otwarłeś przed nimi swoje Serce. Indywidualny i wspólnotowy wymiar modlitwy Bł. Jan Paweł II oddalał się na modlitwę w każdy czwartek wieczorem, gdyż tak głęboko przeżywał niezwykłą modlitwę Jezusa w Ogrodzie Oliwnym w Wielki Czwartek. Chcemy dziś, a także w czasie następnych spotkań, uważniej przyjrzeć się wszystkim wydarzeniom, które się tam dokonały i wsłuchać we wszystkie słowa, wypowiedziane tam przez Chrystusa. Dziś popatrzmy na indywidualny i wspólnotowy wymiar tej modlitwy. Ewangeliści opowiadają, że Pan Jezus zostawił Apostołów w pewnym miejscu ogrodu, wzywając ich do modlitwy. On zaś „oddalił się na odległość jakby rzutu kamieniem, upadł na kolana i modlił się” (Łk 22,41). Apostołowie byli blisko, a równocześnie w pewnym oddaleniu. Modlitwa Chrystusa była modlitwą samotną, indywidualną, Apostołowie zaś pozostali razem i wspólnie mieli trwać na modlitwie. Nie potrafili jednak tego uczynić, gdyż ogarnęła ich senność (Łk 22,45). Oddalenie zewnętrzne wyrażało również odmienność wewnętrznego przeżywania. Wtedy nie byli jeszcze w stanie wniknąć głębiej w przeżycia Jezusa. Uczyli się tego później. W naszym spotkaniach modlitewnych doświadczamy zarówno indywidualnego, jak i wspólnotowego wymiaru modlitwy. Każdy z nas powinien być blisko Jezusa i za Jego przykładem osobiście rozmawiać z Ojcem. Potrzebne są więc w czasie adoracji dłuższe chwile ciszy. Pozostajemy wtedy sam na sam z Ojcem. Jednak dla naszej modlitwy ważny jest również wymiar wspólnotowy. Jesteśmy razem jak Apostołowie. Umacniamy się wzajemnie, aby nie ogarniała nas senność i byśmy nie oddalali się w duchu od Boga. Potrzebujemy więc także wspólnych śpiewów i rozważań. Pomyślmy o tej prawdzie pozostając w cichej medytacji i modlitwie. Bł. Jan Paweł II z niezwykłą wnikliwością wiary wczytywał się w wydarzenia, jakie dokonały się w Ogrójcu. Jego postawa ma w sobie coś z uobecnienia tamtego misterium. Następca Chrystusa w każdy czwartek „znika w kaplicy”, a uczniowie pozostają w pewnym oddaleniu, często senni, zmęczeni, nie czujący potrzeby dodatkowej modlitwy, zajęci wieloma sprawami. Papież był tak bliski Chrystusowi, który samotnie walczył w Ogrójcu o wypełnienie woli Ojca. Zachęcał do modlitwy innych, a gdy byli senni, gdy okazywało się, że nie rozumieją znaczenia modlitwy, gdyż mają inne priorytety w życiu, tłumaczył im cierpliwie, że modlitwa jest pierwszym czynem chrześcijanina, papieża, biskupa, ojca, matki, człowieka młodego i dorosłego, zdrowego i chorego. Pokazywał swoim życiem, jak trwać na modlitwie nawet, gdy inni tego nie rozumieją i nie naśladują. Pomyślmy i my o naszych priorytetach, ważnych zajęciach, podejmowanych w czwartkowe wieczory. Pomyślmy o tym, czy rozumiemy znaczenie tej niezwykłej godziny, której z taką pieczołowitością pilnował nasz Wielki Rodak. Pozostańmy w dłuższej chwili indywidualnej modlitwy i medytacji. Dłuższa chwila ciszy. Śpiew: Wielbić Pana chcę lub Chwała niech będzie, zawsze i wszędzie, Twemu Sercu, o mój Jezu (2x) albo inny śpiew. Wielbimy Cię, Jezu, nasz Mistrzu i Zbawicielu, który w Ogrójcu dałeś nam szczególny wzór osobistej będącej prośbą o wypełnienie woli Ojca. Wielbimy Cię, Panie, trwający samotnie na modlitwie, kiedy Apostołowie ulegli senności, nie rozumiejąc niezwykłego znaczenia tej chwili. Wielbimy Cię, Panie, pełen miłosierdzia, że przebaczyłeś swoim uczniom ich zaniedbania i dałeś im kolejną szansę, by byli z Tobą w tym, co przeżywasz. Godzina święta Modlitwa w czwartkowy wieczór, szczególnie w pierwszy czwartek miesiąca, została przez tradycję nazwana „Godziną świętą”. Choć tym imieniem określamy czas sprawowania Eucharystii i celebrację wielkich uroczystości, to jednak określenie „Godzina święta” istnieje również jako nazwa własna i odnosi się do modlitwy przeżywanej w tym właśnie czasie, w czwartkowy wieczór. Dlaczego taka nazwa? Dlaczego po przeżyciu Eucharystii, a więc najświętszego godziny, jesteśmy zaproszeni, aby pozostać jeszcze na modlitwie, którą nazywamy „Godziną świętą”? Kościół czyni tak, gdyż tak uczynił Pan Jezus w Wielki Czwartek. Po ustanowieniu Eucharystii, po wspólnym zasiadaniu z Apostołami przy stole, zabrał ich w inne miejsce, w którym miały się dokonać szczególne wydarzenia. Tam rozpoczynał się czas, o którym Jezus powiedział: „Moja godzina”. On na tę godzinę przyszedł (por. J 12,27). Wszystko, co przeżywał wcześniej, prowadziło do tych wydarzeń. Przez mękę i zmartwychwstanie, zapoczątkowane w modlitwie Ogrójca, Jezus dokonał się zbawienie świata. Wielkoczwartkowy wieczór wprowadza w wydarzenia Wielkiego Piątku i Wielkiej Niedzieli. A modlitwa wieczorna w każdy czwartek, szczególnie zaś w pierwszy czwartek miesiąca, wprowadza w głębsze przeżywanie każdego piątku i każdej niedzieli, wprowadza w przeżywanie „Paschy tygodnia”. Jest to więc wymiarze tygodnia i miesiąca „Święta godzina”. Prośmy Jezusa, aby objawił nam jej tajemnicę. Niech napełni nas swoim Duchem, abyśmy umieli być blisko Niego swoją miłością. W ten czwartkowy wieczór módlmy się także w intencjach, które nosimy w sercu. Kościół w tym dniu ze szczególną gorliwością błaga Boga o świętość kapłanów oraz o dar nowych powołań. W Wieczerniku Chrystus dał Apostołom udział w swoim kapłaństwie, a potem zaprosił ich do ogrodu oliwnego na modlitwę. Modlitwa była pierwszym czynem Apostołów po wyjściu z Wieczernika. Zawsze pozostaje ona pierwszym czynem kapłanów. Prośmy Chrystusa, aby współcześni kapłani nie ulegali senności i nigdy nie zaniedbywali modlitwy. Niech częste i pełne miłości spotkania z Chrystusem radością ich kapłańskiego życia. Módlmy się o te dary najpierw w ciszy, a następnie będziemy modlić się wspólnie. Dłuższa chwila ciszy. (Modlitwa Pawła VI o powołania kapłańskie i zakonne) O Jezu, Boski Pasterzu, który powołałeś Apostołów, aby ich uczynić łowcami dusz, pociągnij ku Sobie gorące i szlachetne umysły młodych i uczyń ich Swoimi naśladowcami, i Swoimi sługami. Spraw, by dzielili Twoje pragnienie powszechnego odkupienia, dla którego ponawiasz na ołtarzach Swoją Ofiarę. Ty, o Panie, który zawsze żyjesz, aby się wstawiać za nami, otwórz przed nimi horyzonty, by dostrzegli cały świat, w którym wznosi się prośba wielu braci o światło prawdy i ciepło miłości, by odpowiadając na Twoje wołanie przedłużali tu na ziemi Twoją misję, budowali Twoje Ciało mistyczne – Kościół i byli solą ziemi, i światłością świata. Rozszerz, o Panie, Twoje miłościwe wołanie również na wiele serc kobiecych, czystych i wielkodusznych, i wlej w nie pragnienie doskonałości ewangelicznej, oddania się służbie Kościoła oraz braciom potrzebującym pomocy i miłości. Amen. Litania do Serca Pana Jezusa lub Dziesiątek różańca – tajemnica Modlitwy w Ogrójcu. źródło: => Nadmiar Miłosierdzia. Dziewięć pierwszych piątków miesiąca w Roku Miłosierdzia -Ottavio De Bertolis SJ – rozważania pod tytułem zaczerpniętym ze słów Pana Jezusa do św. Małgorzaty Marii: „Obiecuję ci w nadmiarze miłosierdzia mojego Serca…”.. …. „Jesteśmy współpracownikami ku waszej radości” (2 KOR. 1:24). 1. Czym korynccy chrześcijanie sprawili radość Pawłowi? BYŁ 55 rok Apostoł Paweł przebywał w portowym mieście Troada, ale nie mógł przestać myśleć o Koryncie. Kilka miesięcy wcześniej dotarła do niego smutna wiadomość, że wśród tamtejszych braci dochodzi do nieporozumień. Powodowany ojcowską troską, napisał do nich wtedy list, żeby ich skorygować (1 Kor. 1:11; 4:15). Ponadto wysłał tam swojego współpracownika Tytusa, chciał bowiem otrzymać informacje z pierwszej ręki. Teraz spodziewał się go w Troadzie, spragniony wieści o Koryntianach. Niestety, Tytus się nie zjawił. Cóż było robić? Paweł odpłynął do Macedonii, gdzie ku swej radości w końcu go spotkał. Dowiedział się, że korynccy bracia pozytywnie zareagowali na jego list i gorąco pragną go ujrzeć. Kiedy to usłyszał, ‛jeszcze bardziej się uradował’ (2 Kor. 2:12, 13; 7:5-9). 2. (a) Co Paweł napisał do Koryntian na temat wiary i radości? (b) Jakie pytania rozważymy? 2 Zaraz potem Paweł napisał do Koryntian drugi list. Oświadczył w nim: „Nie jakobyśmy byli panami waszej wiary, lecz jesteśmy współpracownikami ku waszej radości, bo stoicie właśnie dzięki swej wierze” (2 Kor. 1:24). Co Paweł miał na myśli? I jakie znaczenie ma ta wypowiedź dla dzisiejszych starszych? NASZA WIARA I NASZA RADOŚĆ 3. (a) Co Paweł miał na myśli, gdy pisał: „Stoicie (...) dzięki swej wierze”? (b) Jak dzisiejsi starsi wzorują się na Pawle? 3 Paweł wspomniał o dwóch istotnych aspektach naszej służby dla Boga — o wierze i radości. Na temat wiary napisał: „Nie jakobyśmy byli panami waszej wiary, (...) bo stoicie właśnie dzięki swej wierze”. Paweł przyznał, że bracia w Koryncie pozostawali niezachwiani nie dzięki niemu czy jakiemuś innemu człowiekowi, lecz dzięki swojej własnej wierze w Boga. Dlatego nie widział potrzeby kontrolowania ich wiary i nie zamierzał tego robić. Był przekonany, że są wiernymi chrześcijanami, którzy pragną czynić to, co słuszne (2 Kor. 2:3). Dzisiejsi starsi naśladują przykład Pawła, ufając, że bracia przejawiają wiarę i służą Bogu z właściwych pobudek (2 Tes. 3:4). Nie ustalają w zborze sztywnych reguł, lecz odwołują się do zasad biblijnych i wskazówek organizacji Jehowy. Nie są przecież panami wiary swoich braci (1 Piotra 5:2, 3). 4. (a) Co Paweł miał na myśli, gdy napisał: „Jesteśmy współpracownikami ku waszej radości”? (b) Jak starsi naśladują postawę Pawła? 4 Apostoł oznajmił też: „Jesteśmy współpracownikami ku waszej radości”. Mówił tu o sobie i swoich bliskich towarzyszach. Skąd taki wniosek? W tym samym liście przypomniał Koryntianom o dwóch takich osobach. Napisał, że głosił wśród nich o Jezusie razem z Sylwanem i Tymoteuszem (2 Kor. 1:19). Ponadto za każdym razem, gdy w listach używał określenia „współpracownicy”, chodziło o jego bliskich towarzyszy, takich jak Apollos, Akwilas, Pryska, Tymoteusz czy Tytus (Rzym. 16:3, 21; 1 Kor. 3:6-9; 2 Kor. 8:23). A zatem pisząc: „Jesteśmy współpracownikami ku waszej radości”, Paweł zapewnił Koryntian, że on i jego towarzysze pragną z całych sił pomnażać radość wszystkich członków zboru. Obecnie chrześcijańskim starszym przyświeca podobny cel. Usilnie pragną pomagać braciom ‛służyć Jehowie z weselem’ (Ps. 100:2; Filip. 1:25). 5. Odpowiedzi na jakie pytanie teraz rozważymy i nad czym powinniśmy się zastanowić? 5 Niedawno gorliwym braciom i siostrom z różnych stron świata zadano pytanie: „Jakie wypowiedzi i czyny któregoś ze starszych pogłębiły twoją radość?”. Omówimy teraz ich spostrzeżenia. W trakcie analizy zastanów się, jak ty odpowiedziałbyś na to pytanie. Zastanów się też, jak sam możesz rozbudzać ducha radości w swoim zborze *. „POZDRÓWCIE PERSYDĘ, NASZĄ UMIŁOWANĄ” 6, 7. (a) Jak starsi mogą naśladować Jezusa, Pawła i innych sług Bożych? (b) Dlaczego pamiętaniem imion braci sprawiamy im radość? 6 Wielu chrześcijan mówi, że ich radość się pogłębia, gdy starszy okazuje im osobiste zainteresowanie. Jednym z podstawowych sposobów, w jaki może to robić, jest naśladowanie przykładu Dawida, Elihu i samego Jezusa (odczytaj 2 Samuela 9:6; Hioba 33:1; Łukasza 19:5). Każdy z tych sług Bożych dawał dowody szczerego zainteresowania drugimi, posługując się ich imionami. Także Paweł rozumiał, jak ważne jest pamiętanie i używanie imion współwyznawców. Kończąc jeden ze swych listów, imiennie pozdrowił przeszło 25 członków zboru, między innymi Persydę. Napisał: „Pozdrówcie Persydę, naszą umiłowaną” (Rzym. 16:3-15). 7 Niektórym starszym zapamiętanie imion i nazwisk przychodzi z wielką trudnością. Ale jeśli postarają się to zrobić, niejako mówią współwyznawcom: „Jesteś dla mnie ważny” (por. Wyjścia 33:17). Nadzorcy przyczyniają się do radości braci zwłaszcza wtedy, gdy zwracają się do nich imiennie podczas prowadzenia studium Strażnicy lub innych zebrań (por. Jana 10:3). „PONIOSŁA WIELE TRUDÓW W PANU” 8. W jaki ważny sposób Paweł wzorował się na Jehowie i Jezusie? 8 Paweł okazywał też zainteresowanie drugim, szczerze ich chwaląc. Jest to kolejny ważny sposób przysparzania braciom radości. Do Koryntian napisał: „Mogę się wami wielce chlubić” (2 Kor. 7:4). Te wyrazy uznania musiały chwycić ich za serce. Paweł podobnie wypowiadał się o innych zborach (Rzym. 1:8; Filip. 1:3-5; 1 Tes. 1:8). A gdy w swoim liście do Rzymian wymienił Persydę, wspomniał, że „poniosła wiele trudów w Panu” (Rzym. 16:12). Jakże ta pochwała musiała pokrzepić tę wierną siostrę! Chwaląc innych, Paweł wzorował się na Jehowie i Jezusie (odczytaj Marka 1:9-11; Jana 1:47; Obj. 2:2, 13, 19). 9. Dlaczego pochwały przyczyniają się do radości w zborze? 9 Również dzisiaj starsi są świadomi, jak ważne jest mówienie braciom, że są cenni (Prz. 3:27; 15:23). Wyrażając uznanie, starszy w gruncie rzeczy daje do zrozumienia: „Dostrzegam to, co robisz. Naprawdę się dla mnie liczysz”. Współwyznawcy rzeczywiście potrzebują słów aprobaty ze strony starszych. Wiele osób podpisałoby się pod tym, co powiedziała pewna pięćdziesięcioparoletnia siostra: „W pracy rzadko słyszę pochwałę. Panuje tam chłodna atmosfera rywalizacji. Kiedy więc starszy chwali mnie za coś, co zrobiłam w zborze, to bardzo pokrzepia i podnosi na duchu! Umacnia mnie to w przekonaniu, że mój niebiański Ojciec mnie kocha”. Podobnie wyraził się brat samotnie wychowujący dwójkę dzieci. Jakiś czas temu został serdecznie pochwalony przez jednego z nadzorców. Jak to na niego wpłynęło? Mówi: „Słowa starszego dodały mi skrzydeł!”. Szczerze chwaląc współwyznawców, starszy wlewa w ich serca otuchę i pomnaża ich radość. A to z kolei dodaje im sił, by wytrwale kroczyli drogą do życia i ‛się nie zmęczyli’ (Izaj. 40:31). „ABYŚCIE PAŚLI ZBÓR BOGA” 10, 11. (a) Jak starsi mogą brać przykład z Nehemiasza? (b) Co pomoże starszemu „udzielić jakiegoś daru duchowego” podczas wizyty pasterskiej? 10 W jaki jeszcze szczególnie istotny sposób starsi mogą okazywać osobiste zainteresowanie braciom i przyczyniać się do radości w zborze? Wyciągając rękę do tych, którzy potrzebują pokrzepienia (odczytaj Dzieje 20:28). Kiedy tak postępują, naśladują duchowych pasterzy z dawnych czasów. Zobaczmy na przykład, co zrobił wierny nadzorca Nehemiasz, gdy dostrzegł, że niektórzy jego żydowscy bracia duchowo osłabli. Biblia donosi, że natychmiast wstał i zaczął ich zachęcać (Nehem. 4:14). To samo starają się robić dzisiejsi nadzorcy. ‛Wstają’, czyli wykazują inicjatywę, żeby pomóc współwyznawcom zachować silną wiarę. Chcąc zachęcić poszczególnych braci i siostry, odwiedzają ich w domach, jeśli tylko pozwalają na to okoliczności. Podczas takich wizyt pasterskich pragną im „udzielić jakiegoś daru duchowego” (Rzym. 1:11). Co pomoże starszym wywiązywać się z tego zadania? 11 Przed dokonaniem wizyty pasterskiej starszy powinien poświęcić trochę czasu na pomyślenie o danej osobie. Z jakimi problemami się ona zmaga? Jakie myśli mogą ją zbudować? Jakie wersety albo przeżycia postaci biblijnych pasują do jej sytuacji? Zastanowienie się nad takimi kwestiami pomoże starszemu przeprowadzić konstruktywną, a nie zdawkową rozmowę. Podczas wizyt pasterskich taki brat pozwala współwyznawcom się wypowiedzieć, a sam uważnie słucha (Jak. 1:19). Pewna siostra powiedziała: „To bardzo podnosi na duchu, kiedy starszy słucha cię całym sercem” (Łuk. 8:18). Dzięki przygotowaniu starszy może podczas wizyty pasterskiej „udzielić jakiegoś daru duchowego” 12. Kto w zborze potrzebuje zachęt i dlaczego? 12 A komu należy składać wizyty pasterskie? Paweł zachęcał chrześcijańskich nadzorców: „Zważajcie (...) na całą trzodę” (Dzieje 20:28). Rzeczywiście, wszyscy członkowie zboru potrzebują zachęt, również głosiciele i pionierzy, którzy od lat wiernie pełnią służbę. Dlaczego wsparcie duchowych pasterzy jest im niezbędne? Ponieważ takie mocne duchowo osoby też czasami czują się przytłoczone naciskami ze strony niegodziwego świata. Aby zilustrować fakt, że nawet silny sługa Boży może niekiedy potrzebować pomocnej dłoni, rozważmy pewne wydarzenie z życia króla Dawida. „ABISZAJ (...) PRZYSZEDŁ MU NA POMOC” 13. (a) Jakie okoliczności usiłował wykorzystać Jiszbi-Benob? (b) Dzięki czemu Abiszaj zdążył przyjść z pomocą Dawidowi? 13 Krótko po namaszczeniu na króla młody Dawid stanął oko w oko z Goliatem z rodu Refaitów, odznaczających się ogromnym wzrostem. Odważnie się z nim zmierzył i go zabił (1 Sam. 17:4, 48-51; 1 Kron. 20:5, 8). Po latach, podczas bitwy z Filistynami, ponownie spotkał się z olbrzymem — Jiszbi-Benobem, który też pochodził z rodu Refaitów. Tym razem jednak omal nie stracił życia. Dlaczego? Nie dlatego, że zabrakło mu odwagi, ale dlatego, że zabrakło mu sił. W Biblii czytamy: „Dawida ogarnęło zmęczenie”. Kiedy Jiszbi-Benob zauważył ten moment jego fizycznej słabości, postanowił go zabić. Ale zanim zdążył ugodzić Dawida, „Abiszaj, syn Cerui, od razu przyszedł mu na pomoc i zadał cios Filistynowi, i go uśmiercił” (2 Sam. 21:15-17). Dawid o włos uniknął nieszczęścia! Jakże musiał być wdzięczny, że Abiszaj miał na niego baczenie i błyskawicznie przyszedł mu z pomocą, gdy jego życie było zagrożone! Jakie wnioski wyciągamy z tej relacji? 14. (a) Dzięki czemu udaje się nam stawiać czoła różnym wyzwaniom? (b) Jak starsi mogą pomagać współwyznawcom odzyskać siły i radość? Podaj przykład. 14 Na całym świecie lud Jehowy pełni dla Niego służbę pomimo różnych przeszkód ze strony Szatana i jego popleczników. Niektórzy z nas stają w obliczu olbrzymich wyzwań, ale dzięki pokładaniu ufności w Jehowie potrafimy zmierzyć się z takimi „Goliatami” i dać im radę. Czasami jednak ciągła walka ze światem sprawia, że czujemy się zmęczeni i zniechęceni. Jesteśmy wtedy słabsi i istnieje niebezpieczeństwo, że moglibyśmy zostać pokonani przez problemy, z którymi kiedy indziej byśmy sobie poradzili. W takich okolicznościach wsparcie udzielone w porę przez starszego może pomóc nam odzyskać radość i siły. Potwierdza to wiele osób. Sześćdziesięcioparoletnia pionierka wspomina: „Jakiś czas temu źle się czułam i służba kaznodziejska mnie wyczerpywała. Jeden ze starszych zauważył, że straciłam energię, i mnie zagadnął. Przeprowadził ze mną budującą rozmowę na podstawie fragmentu Biblii. Zastosowałam jego sugestie i bardzo mi to pomogło”. Dodaje też: „Jak to dobrze, że ten brat dostrzegł moją słabszą formę i życzliwie zareagował!”. Jakże bezpiecznie się czujemy, wiedząc, że kochający starsi mają na nas baczenie i — podobnie jak niegdyś Abiszaj — są gotowi ‛przyjść nam na pomoc’. „ŻEBYŚCIE ZNALI MIŁOŚĆ, KTÓRĄ (...) ŻYWIĘ DO WAS” 15, 16. (a) Dlaczego bracia szczerze kochali Pawła? (b) Dlaczego my kochamy naszych troskliwych starszych w zborze? 15 Bycie pasterzem wiąże się z ciężką pracą. Starsi spędzają niekiedy bezsenne noce na modlitwie i rozmyślaniu o trzodzie Bożej lub na niesieniu współwyznawcom duchowej pomocy (2 Kor. 11:27, 28). Mimo to spełniają swoje obowiązki ofiarnie i z radością, tak jak Paweł, który napisał do Koryntian: „Z największą chęcią wydam siebie i zostanę całkowicie wydany za wasze dusze” (2 Kor. 12:15). Aby umacniać braci, Paweł faktycznie się nie oszczędzał, gdyż bardzo ich kochał (odczytaj 2 Koryntian 2:4; Filip. 2:17; 1 Tes. 2:8). Nic dziwnego, że i bracia darzyli go szczerą miłością! (Dzieje 20:31-38). 16 My także kochamy naszych troskliwych starszych i w osobistych modlitwach dziękujemy za nich Jehowie. Pomnażają oni naszą radość, osobiście się nami interesując. Czujemy się wzbogaceni składanymi przez nich wizytami pasterskimi. Cieszymy się, że śpieszą nam z pomocą, gdy jesteśmy przytłoczeni z powodu presji świata. Tacy troskliwi starsi rzeczywiście są ‛współpracownikami ku naszej radości’.

dziękujemy dziękujemy całym sercem z całych sił mp3