Sami swoi to przezabawna komedia, która rozśmieszała Polaków latami na ekranach telewizorów w czasach, w których jeszcze nikt nie śnił nawet o serwisach streamingowych. Popularność tej produkcji od daty jej premiery w 1967 roku była tak duża, że doczekała się kontynuacji w postaci dwóch dalszych części - Nie ma mocnych i
Z cyklu - pasjonaci filmu "Sami swoi" Moja przygoda i pasja zaczęła się, od kiedy w telewizji pojawiała się informacja o projekcji filmu „Sami swoi”,
To najsłynniejszy sąsiedzki spór w polskim kinie – Pawlak kontra Kargul. Kto zaczął? Jaka jest geneza opowieści, która bawiła Polaków przez lata? Tego dowiemy się z filmu „Sami swoi.
"Sami swoi" to polski film komediowy z 1967 r. w reżyserii Sylwestra Chęcińskiego, na podstawie scenariusza Andrzeja Mularczyka. Film pokazuje losy skonfliktowanych ze sobą rodzin Pawlaków i Karguli, które zmuszone są wyjechać z Kresów Wschodnich i osiedlić się na Ziemiach Odzyskanych.
Producent nie informuje jeszcze o tym, kiedy film dokładnie trafi na ekrany - wstępnie mówi się o 2024 roku. O czym będzie "Sami swoi. Początek"? Reżyser Artur Żmijewski tworzy prequel, czyli film, który opowiada historię bohaterów sprzed ich kinowego debiutu.
1:01. Przelewy do Polski jedną ręką w aplikacji Sami Swoi www.PrzekazyPieniezne.com. Sami Swoi www.PrzekazyPieniezne.com. 0:19. Przekazy do Polski w Sami Swoi www. PrzekazyPieniezne.com jedną reką i tylko 99p. Sami Swoi www.PrzekazyPieniezne.com. 4:23. Sami Swoi - o rządach Platformy Obywatelskiej.
. Polkomtel zrezygnował ze współpracy z Michałem Wiśniewskim. Nie pomógł on specjalnie w promocji drugiej marki firmy - Sami Swoi. Polkomtel zrezygnował ze współpracy z Michałem Wiśniewskim. Nie pomógł on specjalnie w promocji drugiej marki firmy - Sami Swoi. Michał Wiśniewski najpewniej straci swoje efektowne zielone włosy i powróci do pomarańczowych. Nie przekonał Polaków w reklamach i na koncertach do firmowej zieleni marki Sami Swoi. Jak ujawnił nam prezes Polkomtela Jarosław Bauc, z Samych Swoich korzysta tylko 900 tys. z ponad 11 mln klientów operatora. Za dwa, trzy tygodnie podejmiemy decyzję co do przyszłości marki - powiedział Bauc. Zdaniem Bauca wybór tracącej popularność gwiazdy był pomyłką. Sporo ludzi go zaakceptowało. To oni wybrali go, by wystąpił na Eurowizji. Dla wielu uosabia drogę od pucybuta do milionera - broni tej decyzji jeden z menedżerów Polkomtela. I wskazuje na wyniki badań zleconych SMG/KRC - tylko 3% respondentów odrzucało Wiśniewskiego, a reklamy bardzo się podobały. Przed kilkoma miesiącami w jednym z wywiadów Bauc nie wykluczał nawet zamknięcia projektu. Teraz jednak w grę miałaby wchodzić zmiana wizerunku i nowa strategia utrzymania klientów zamiast szybkiego pozyskiwania nowych. Sami Swoi są rentowni. Rezygnacja z marki i np. przeniesienie klientów do Plusa mogłoby się wiązać z ich utratą - mówi Bauc. Kiedy Sami Swoi startowali w II połowie 2004 roku, kierownictwo Polkomtela deklarowało, że marka będzie zdobywać nawet po milionie klientów rocznie. Dlaczego Heyah się udało, a Samym Swoim nie? Okazało się, że ludzie nie chcą się zbytnio utożsamiać z postaciami z filmu Sylwestra Chęcińskiego Sami swoi. Przekaz kampanii brzmiał: prosty człowieku, to jest telefon dla ciebie. I ludzie tego nie kupili. Produkt powinien konsumenta dowartościować i dać mu poczucie przynależności do lepszej grupy - uważa specjalista od marketingu branży telekomunikacyjnej. Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas na Google News Źródło tekstu:
Opole przeżyło już republikę kolesi z SLD, teraz wygląda na to, że szykuje się czas kolegów z Platformy Obywatelskiej. W sobotę ujawniliśmy, że najpoważniejszym kandydatem na szefa zadłużonej Miejskiej Telewizji Opole jest Piotr Ciona. Wprawdzie ten były radny AWS, a dziś działacz Platformy Obywatelskiej rywalizuje jeszcze z dwoma osobami, ale jego notowania stoją najwyżej. Dlaczego?Po pierwsze jego pomysł na telewizję spodobał się komisji. Po drugie: w oceniającej Cionę radzie nadzorczej MTO jest Zbigniew Wereszczyński i Krzysztof Kawałko, obaj członkowie PO. Nie bez znaczenia jest także fakt, że dziś Opolem rządzi Platforma, na czele z prezydentem Ryszardem Zembaczyńskim. To on będzie też podejmować ostateczną decyzję, i to on wcześniej nominował Kawałkę i wiemy jednak znacznie więcej. Np. to, że Ciona i Kawałko to dobrzy koledzy, którzy od lat razem działają. Zawsze są blisko Adama Pęzioła, niegdyś wojewody opolskiego z AWS, który teraz jest w PO. Ciona i Kawałko prowadzili np. akcję firmowaną przez Pęzioła, która polegała na przekazaniu przez opolskich rolników zbóż dla gospodarzy z woj. im w tym Dariusz Sitko, który za czasów Pęzioła był szefem jednego z wydziałów w urzędzie wojewódzkim. To postać o tyle ważna, że dziś także jest w PO, a od ubiegłego roku jest szefem Miejskiego Zakładu Komunikacji w Opolu. Wygrał konkurs, w którym jednym z członków komisji był jego kolega. Który? Oczywiście Krzysztof teraz kolejny kolega Kawałki, a jednocześnie członek PO dostanie miejski stołek?Krzysztof Kawałko: - To, że pan Ciona jest w PO, nie jest żadną przywarą. Najlepszego, w naszej opinii, kandydata zaproponujemy po 15 sierpnia. Na pewno pierwszy pozna jego nazwisko nie udało nam się z nim skontaktować z Zembaczyńskim. Wiemy jednak, że sam fakt, iż Ciona chce być szefem Miejskiej Telewizji, nie podoba się części działaczy To błąd, polityk i to w dodatku naszej partii, nie powinien być szefem telewizji - powiedział nam anonimowo jeden z opolskich działaczy. - To może być źle odebrane przez wyborców, a poza tym może przesądzić los telewizji, bo radni nie poprą że pod koniec sierpniu rada miasta ma zadecydować o dalszym istnieniu MTO. Będzie to możliwe, jeśli miasto wesprze ją finansowo (potrzeba około 300 tys. zł). Na razie zdania wśród rajców są podzielone. Jak przyznaje ratusz, bez pokrycia strat spółki jedyną rzeczą, którą można będzie zrobić, to ją zlikwidować.
Ten tekst przeczytasz w 7 minut Kiedy więc na przełomie wieków telewizja Polsat wpadła na pomysł pokolorowania „Samych swoich”, Chęciński przyklasnął pomysłowi. Uznał go za śmiały eksperyment artystyczny. / Shutterstock Komedia wszech czasów już nie wygląda tak, jak kiedyś. Kolor zamiast czerni i bieli się nie sprawdza. Czy można odzyskać „Samych swoich” w oryginalnej wersji? Pierwsza scena filmu: rodzina Pawlaków stoi pochylona nad otwartą maską samochodu, który nie chce ruszyć. Pawełek, młodszy syn Pawlaka, sugeruje, że to gaźnik, Witia, starszy syn, proponuje, żeby wóz popchać, a „Warszawiak”, kierowca, twierdzi, że samochód sam pojedzie, bo od tego ma motor. Po chwili wszyscy pakują się do środka i przez półtorej minuty oglądamy scenę, podczas której „Warszawiak” próbuje uruchomić samochód, a Pawlak daje krótki popis pantomimy. Znamy tę scenę dobrze, oglądaliśmy ją wiele razy. Niby wszystko w niej porządku, a jednak coś tu nie gra. Co? Pawlak ma niebieski krawat. Jego żona Mania bordową sukienkę w delikatne białe wzorki, a na głowie brązową chustkę. Pawełkowi spod garnituru widać niebieską koszulę, a „Warszawiak” ma koszulę w czerwoną kratkę. Do tego różowa kokarda we włosach córki Pawełka. Może to jeszcze nie feeria barw, ale przecież ten prawdziwy, oryginalny film nakręcony został na taśmie czarno-białej. Młodsi widzowie mogą tego nie wiedzieć, bo chociaż to jeden z najczęściej oglądanych filmów w telewizji, dziś – pół wieku od premiery „Samych swoich” – trudno trafić na wersję oryginalną. Od kiedy w 2000 r. reżyser Sylwester Chęciński zgodził się, by film pokoloryzować, czarno-białe kopie poszły w odstawkę. Leżą gdzieś na półkach, zapomniane i zakurzone. Takie prawo telewizji. Kolorowej telewizji. Ale, jak zwykł mawiać Pawlak, szkoda. Chęciński przyznaje, że od początku marzył, by film zrobić na taśmie kolorowej. W roku 1966, kiedy przystępował do kręcenia pierwszych scen, kino zdążyło już dobrze poznać zalety kolorowej taśmy. Otwierała nowe możliwości, była nobilitująca. Nic więc dziwnego, że wszyscy chcieli robić właśnie takie filmy. Problem w tym, że kolor kosztował. Plotka głosi, że urzędnicy decydujący o budżecie „Samych swoich” nie wierzyli w jego powodzenie i od początku nie brali pod uwagę innej wersji niż czarno-biała. Uznali, że na kolorową taśmę szkoda pieniędzy, że wiejska komedia na nią nie zasługuje. Dali więc tyle, ile dali. Wystarczyło na film czarno-biały. Kiedy więc na przełomie wieków telewizja Polsat wpadła na pomysł pokolorowania „Samych swoich”, Chęciński przyklasnął pomysłowi. Uznał go za śmiały eksperyment artystyczny, aktywnie włączył się w proces koloryzacji i 1 kwietnia 2002 r. mogliśmy po raz pierwszy obejrzeć „Samych swoich” w wersji kolorowej. Nie wszystkim się spodobała. – Myśmy ten film robili w wersji czarno-białej i wszystko, co wymyślaliśmy, wymyślaliśmy pod czarno-biały obrazek – mówi Andrzej Ramlau, który na planie „Samych swoi” był szwenkierem, czyli operatorem kamery. – Inaczej się komponuje na czerń i biel, inaczej na kolor. Albo uprawiamy malarstwo, albo grafikę. Jedno z pierwszych ujęć – lokomotywa, która wyłania się z wykopu, i czarny dym z jej komina – to klasyczna opowieść czarno-biała. Myślę, że autorowi zdjęć Stefanowi Matyjaszkiewiczowi byłoby przykro, gdyby wiedział, że teraz można oglądać wyłącznie film kolorowy. Ramlau rozumie, że czasy się zmieniły. Kiedy Jerzy Stuhr robił z Pawłem Edelmanem „Duże zwierzę”, też zdecydowali się na biel i czerń. Nie z oszczędności. Edelman bardzo precyzyjnie starał się, żeby ta czarno-białość miała głębszy sens. Po projekcji na festiwalu zgłosili się dystrybutorzy i powiedzieli, że fajnie, że chętnie film wezmą, ale pod warunkiem że zostanie pokoloryzowany. – Czyli cały pomysł, żeby zrobić dobry czarno-biały film, całe starania na nic, bo dystrybutorzy takiego filmu nie chcą. A jak Edelman zapytał, dlaczego, skoro czarno-biały jest fajny, to mu powiedzieli, że wszystkie telewizje świata bronią się przed filmem czarno-białym, bo jak coś takiego puszczą, to w serwisach urywają się telefony, że coś się stało, że jakaś awaria, bo nie ma kolorów. Dla świętego spokoju trzeba byłoby co jakiś czas dawać komunikaty, żeby nie regulować odbiorników, bo to jest film czarno-biały – mówi Ramlau. Takie czasy, nic się na to nie poradzi. Kiedy Sylwester Chęciński oglądał ostatnio wersję czarno-białą, nie dotrwał do końca filmu. Nie dlatego, że ma już go dość. Dlatego, że nie dało się go oglądać. – Kopie, które wykorzystują telewizje, są w okropnym stanie: wszystko trzeszczy, głos rozjeżdża się z obrazem, lepiej w ogóle tego nie emitować, bo taki film tylko denerwuje. Dobrej kopii nie ma, przez te wszystkie lata zdarły się, wyeksploatowały. Ale dobre rozwiązanie jest. Digitalizacja, czyli, jak chce definicja, przekształcenie obiektu analogowego w cyfrowy. Nie jest to proces technicznie trudny, ani zbyt skomplikowany, raczej żmudny. Mówiąc w dużym uproszczeniu, przypomina obróbkę zdjęć w Photoshopie. Film klatka po klatce jest obrabiany, czyszczony, ubytki uzupełniane. Obróbce cyfrowej poddano już wiele filmów. W samym tylko Państwowym Instytucie Sztuki Filmowej od 2009 r. zrekonstruowano ponad 80. Zajmują się tym również Filmoteka Narodowa i Narodowy Instytut Audiowizualny. W sumie zdigitalizowano już około 300 produkcji. Każdego roku trwa nabór kolejnych tytułów do cyfrowej obróbki. Filmy do rekonstrukcji zgłaszają wytwórnie i studia filmowe. Renata Pawłowska z PISF tłumaczy, że przy weryfikacji bierze się pod uwagę nazwisko twórcy i stan techniczny filmu. Im bardziej znany twórca i gorszy stan filmu, tym większa szansa na rekonstrukcję. – Głównym celem digitalizacji jest zabezpieczenie dzieła, a potem jego upowszechnienie – mówi Renata Pawłowska. Szanse rekonstrukcji zwiększają się, jeśli studio czy wytwórnia mogą dołożyć się do niej finansowo. Bo twórca twórcą, stan techniczny stanem technicznym, ale decydującą rolę odgrywają pieniądze. Koszt digitalizacji zależy od długości filmu i jakości oryginału. Sekunda filmu to 24 klatki. Rekonstrukcja minuty, czyli 1440 klatek, kosztuje od 2 do 3 tys. zł, w zależności od stanu technicznego negatywu. Digitalizacja trwającego 78 minut filmu (tyle trwają „Sami swoi”) kosztowałaby więc od 156 do 234 tys. zł. Pieniądze na rekonstrukcje pochodzą z różnych źródeł, ze środków unijnych. Ważną rolę odgrywa Ministerstwo Cyfryzacji, które w ramach programu Polska Cyfrowa finansuje wybrane przez siebie projekty. – Rok temu złożyliśmy wniosek o sfinansowanie trzyletniego projektu, który zakładał rekonstrukcję około 300 filmów fabularnych i kilku tysięcy dokumentów – mówi Renata Pawłowska. – Na liście filmów fabularnych byli „Sami swoi”. Niestety, kilka tygodni temu dostaliśmy negatywną odpowiedź. Po latach Chęciński sam przed sobą musiał przyznać, że w przypadku „Samych swoich” kolorowa wersja nie dorasta oryginałowi do pięt. Co wcale nie znaczy, że żałuje decyzji o koloryzacji. Nie, nie żałuje, ale musi przyznać, że czerń i biel dodaje mu autentyczności, sprawia, że chociaż to film fabularny, widzimy w nim dodatkowy walor – walor dokumentu. Przy takiej tematyce to niezwykle ważne. Ramlaua kolor wręcz rozprasza. Nie pasuje do tematu przesiedleń. Sterylność czerni i bieli podkreśla treść, sprzyja temu, że więcej uwagi poświęca się tekstowi. Ale też wpływa na jakość. – Dobre w tym wszystkim jest to, że Chęciński robił koloryzację z Jerzym Stawickim, świetnym operatorem, z którym pracował przy „Rozmowach kontrolowanych”. Obaj poświęcili mnóstwo czasu na dokumentację, starali się wiernie odtworzyć kolory dekoracji i kostiumów. I to im się udało, ale są sceny, które na koloryzowaniu wyraźnie straciły – przekonuje Ramlau. Na przykład wszystkie sceny nocne. Z technicznego punktu widzenia, z punktu widzenia szwenkiera były to jedne z trudniejszych scen. Kręcone w dzień z tak zwanym efektem nocnym, który uzyskiwało się dzięki zastosowaniu olbrzymich lamp łukowych. Zgodnie ze sztuką operatorską , żeby z pochmurnego dnia zrobić noc, trzeba się sztucznym światłem, które udaje poświatę księżycową, przebić przez światło dzienne. A żeby się to udało, trzeba go bardzo dużo. Wtedy, ponad 50 lat temu, takie światło dawały Brutusy, potężne lampy, które były tak duże i ciężkie, że każdą obsługiwało czterech ludzi. – W wersji oryginalnej sceny wyszły bardzo dobrze, ale w kolorowej wszystko to wygląda inaczej, gorzej. Noc nie jest już tak przekonująca, różnica jest widoczna – przekonuje Ramlau, który nigdy nie zaakceptował kolorowych „Samych swoich”. Tym bardziej że minęły już czasy zachłyśnięcia się kolorem. Coraz częściej wraca się do projektów czarno-białych, chociaż wciąż nie brakuje działań odwrotnych. – Niedawno pokolorowano zdjęcia z powstania warszawskiego – mówi Ramlau. – Może to i fajny projekt, ale nie dla mnie. Nie wszystko trzeba kolorować, niektóre rzeczy nie tylko nic na tym nie zyskują, ale tracą. Obawiam się, że za kilkanaście, może kilkadziesiąt lat mało kto będzie pamiętał o oryginałach, bo w świadomości utrwali się barwna, „radosna” wersja czarno-białego przekazu. Tak samo może być w przypadku „Samych swoich”, co – w moim odczuciu – byłoby niepowetowaną stratą. Problem w tym, że nawet jeśli „Sami swoi” doczekają się w końcu decyzji o digitalizacji, nie wiadomo, czy będzie co digitalizować. Oczywiście oryginalna taśma-matka jest tylko jedna. Z niej, jeszcze przed premierą filmu, robi się duplikat, tak zwany dupnegatyw. Oryginalny negatyw trafia do archiwum Filmoteki Narodowej, a z dupnegatywu robi się dowolną ilość kopii kinowych. – Żeby jakość zdigitalizowanego filmu była jak najlepsza, obróbce cyfrowej powinno poddać się taśmę-matkę – tłumaczy Ramlau. – Inaczej może nic z tego nie wyjść. Jak w przypadku filmu Janusza Majewskiego „Sublokator” (1966), który został zdigitalizowany z dupnegatywu i efekt jest żałosny. Zdarza się, że oryginalny negatyw ginie i nie ma innego wyjścia. Negatyw „Samych swoich” na szczęście nie zginął. Jest w łódzkim oddziale archiwum Filmoteki Narodowej. Niestety, nie wiadomo, w jakim stanie. Materiał nie był nigdy wypożyczany, więc nie ma raportu o tym, jak wpłynęło na niego pół wieku na archiwalnych półkach. A to kwestia kluczowa. Ramlau twierdzi, że film padł ofiarą swojej popularności. Gdyby „Samych swoich” nikt nie chciał oglądać, nikt nie wpadłby też na pomysł, by go poddać koloryzacji. Ale choć czas płynie, filmu nie dotyka. „Sami swoi” niezmiennie biją rekordy oglądalności – w 2014 r. obejrzało go 3,725 mln widzów. Jednej tylko stacji telewizyjnej. W kolorze widzieliśmy go już tyle razy, że zdążyliśmy się do niego przyzwyczaić. Powoli zapominamy o oryginale. – Właśnie dlatego najwyższy czas o niego zadbać, bo za chwilę może się okazać, że jest już na to za późno – mówi Ramlau. To najważniejszy powód. Ale są inne. Choćby ten, że na początku marca ogłoszono nazwisko pierwszego laureata tegorocznych Orłów. Członkowie Polskiej Akademii Filmowej zdecydowali, że za osiągnięcia życia nagroda ta przypadnie Sylwestrowi Chęcińskiemu. A Dariusz Jabłoński, prezydent Polskiej Akademii Filmowej, podczas ogłaszania werdyktu powiedział, że Sylwester Chęciński to autor filmów, które wszyscy znamy, na których wszyscy się wychowaliśmy, w tym trylogii: „Samych swoich”, „Nie ma mocnych” i „Kochaj albo rzuć”. Albo ten, że za kilka miesięcy, dokładnie 15 września, minie 50 lat od premiery filmu. Miała miejsce w warszawskim kinie Moskwa. Chęciński wspomina, że na widowni pojawili się oficjele, jakiś marszałek, premier, wicepremier. Takie czasy. On sam był potwornie zestresowany, niepewny, jak film zostanie przyjęty. Komedia była uważana za gatunek pośledni, tym bardziej komedia wiejska, więc mało kto wierzył w jej sukces. Ale nikt (nawet jej twórcy) nie przewidział, że film porwie kolejne pokolenia, że cytaty z filmu wejdą do języka potocznego, że w 2007 r. za kwestię: „Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie” magazyn „Film” przyzna „Samym swoim” Złotą Kaczkę, a rok później kolejną Złotą Kaczkę, tym razem w kategorii polska komedia stulecia. Szkoda byłoby ją stracić. Zobacz więcej Przejdź do strony głównej
2/16 Przeglądaj galerię za pomocą strzałek na klawiaturze PoprzednieNastępneNAJLEPSZE FILMY 24 GRUDNIA – TVP 1• Czekając na cud (Noel, USA/Kanada 2004), 93 min, obyczajowy. Rozgrywająca się w Wigilię opowieść o grupie nowojorczyków, którzy borykają się z samotnością i osobistymi problemami.•Przetrwać święta (Surviving Christmas, USA 2004), 87 min, komedia romantyczna. Młody milioner Drew Latham nie ma rodziny ani przyjaciół, z którymi mógłby spędzić święta. Prosi więc mieszkańców domu, w którym dorastał, by na czas Bożego Narodzenia udawali jego szczegóły na kolejnych stronach ---->
Co obejrzeć w TV w majówkę 2020? W związku z przymusową kwarantanną związaną z rozprzestrzenianiem się koronawirusa wiele osób zastanawia się, co warto obejrzeć z rodziną w telewizji w weekend na którym kanale oraz o której godzinie i gdzie oglądać filmy. Sprawdzamy program TV na długi weekend majowy 2020 Polsat, TVN, TVP1, TVP2 i inne. Co oglądać w TV w majówkę 2020 i co warto obejrzeć z w telewizji Program TV: POLSAT, TVP1, TVP2, TVN - co obejrzeć w TV dzisiaj i w weekend majowy? Sprawdzamy, jakie bajki dla dzieci, filmy i inne produkcje będzie można obejrzeć w telewizji dzisiaj i w długi weekend majowy oraz program TV Polsat, TVN, TVP1 i TVP2 na majówkę: 1, 2 i 3 maja 2020 - co oglądać w TV w weekend i w piątek, 1 maja? [PROGRAM TV]Z powodu przymusowej kwarantanny w związku z rozprzestrzenianiem się koronawirusa wiele osób szuka informacji o tym, co obejrzeć w TV w majówkę 2020, czyli weekend 2-3 maja czy też w piątek wieczorem 1 maja 2020. W programie TV tego dnia będzie można znaleźć znane produkcje filmowe - zarówno dla dzieci jak i dla dorosłych. Na Polsacie o godzinie wyemitowana zostanie polska komedia "Sami swoi". Dodatkowo w piątek 1 maja na TVP1 o o komedię "Madeline", o film obyczajowy "Młodzi rajdowcy", o komedię "Moje wakacje z Rudym", a o film sensacyjny "Osaczeni". Na TVP2 w piątek można obejrzeć o komedię romantyczną "Słodka Irma", o komedię romantyczną "Oświadczyny po irlandzku", a o film "Niania w Nowym Jorku". Na TVN o godzinie wyemitowany zostanie dramat obyczajowy "Boyhood", o komedia romantyczna "Nigdy w życiu!", o film animowany "Dobry dinozaur", o film sensacyjny "Mission: Impossible IV - Protokół duchów", a o film SF "12 małp".Poniżej przedstawiamy najważniejsze punkty z programu TV na weekend 2, 3 maja 2020 - POLSAT, TVN, TVP1 i oglądać w TV w weekend 8-10 maja i co warto obejrzeć w telewizji - filmy czy seriale?PROGRAM TV - MAJÓWKA 2020: co warto obejrzeć w telewizji w weekend 2-3 maja 2020?SOBOTA, 2 maja 2020TVP 1 Pan Wołodyjowski (Film historyczny) Pan Wołodyjowski (Film historyczny) Co nauka wie o śnie (Film dokumentalny) Wkręceni 2 (Komedia) Ostatnia akcja (Komedia sensacyjna) TVP 2 Niania w Nowym Jorku (Komedia romantyczna) Dorwać Wattsa (Komedia sensacyjna) Polsat Megamocny i guzik zagłady (Film animowany) Scooby Doo: Wakacje z duchami (Film rysunkowy) Tarapaty (Film przygodowy) Opowieści na dobranoc (Komedia) Madagaskar III (Film animowany) TVN Beethoven III (Komedia) Ciekawy przypadek Benjamina Buttona (Melodramat) Teoria wszystkiego (Film biograficzny) _________NIEDZIELA, 3 maja 2020TVP 1 Trędowata (Melodramat) Kamerdyner (Dramat historyczny) TVP 2 Bandslam (Komedia muzyczna) Po prostu być (Komediodramat) Oświadczyny po irlandzku (Komedia romantyczna) Reguła milczenia (Thriller) Polsat Shrek 3-D (Film animowany) Pingwiny z Madagaskaru: Misja świąteczna (Film animowany) Zakochany Madagaskar (Film animowany) Doktor Dolittle i pies prezydenta (Komedia) Madagaskar III (Film animowany) Sami swoi (Komedia) TVN Atramentowe serce (Film fantastyczny) W głowie się nie mieści (Film animowany) Jupiter: Intronizacja (Film SF) Pełny program TV na dzisiaj i na najbliższy weekend 1-3 maja 2020 - Polsat, TVN, TVP1, TVP2 i innych stacji można znaleźć na stronach internetowych stacji lub po otwarciu programu TV w naszym
sami swoi kiedy w tv